Złe pomysły są zaraźliwe

Artykuł

Raptem parę dni temu premier Wielkiej Brytanii David Cameron zapowiedział wprowadzenie mechanizmów blokowania treści pornograficznych w sieci. Dzisiaj media donoszą, że polski minister sprawiedliwości Marek Biernacki zakłada możliwość wdrożenia podobnych rozwiązań na polskim gruncie. Bazując na tych doniesieniach, trudno oceniać realność takiego pomysłu. Warto jednak przypomnieć, że blokowanie treści w Internecie może więcej problemów stworzyć, niż rozwiązać.

Na konferencji prasowej zorganizowanej na początku tego tygodnia David Cameron stwierdził, że „jako polityk i ojciec musi zacząć działać i chronić dzieci oraz ich niewinność”. Zapowiedział, że do końca 2014 roku dostawcy Internetu będą mieli obowiązek wprowadzenia specjalnych filtrów, które będą blokować dostęp do treści pornograficznych. Abonenci będą mogli zdecydować, czy chcą mieć zainstalowaną blokadę; jednak w przypadku braku deklaracji, zostanie ona wprowadzona jako opcja domyślna.

Słowa Davida Camerona wywołały spore poruszenie. Jednak dyskusja o blokowaniu pornografii w sieci nie jest w Wielkiej Brytanii nowością. W zeszłym roku przeprowadzono specjalne konsultacje społeczne dotyczące automatycznego blokowania stron zawierających tego typu treści. 35% rodziców, którzy wypowiedzieli w tej sprawie, poparło ideę blokowania, a 15% opowiedziało się za filtrowaniem niektórych treści, przy jednoczesnej możliwości samodzielnego blokowania dostępu dzieci do innych stron.

Wielka Brytania nie jest w swoich pomysłach blokowania stron pornograficznych odosobniona. Debata dotycząca walki z pornografią w sieci przetoczyła się na przykład przez Islandię. Polski również nie ominęła dyskusja o blokowaniu, choć dotyczyła ona przede wszystkim ogólnoeuropejskich planów ograniczania dostępu do treści związanych z seksualnym wykorzystywaniem dzieci, a wcześniej rodzimych pomysłów na walkę z e-hazardem.  

Argumenty, które padły w tej debacie, można z powodzeniem odnieść również do blokowania stron pornograficznych. Blokowanie nie rozwiązuje problemu, tylko go maskuje: jest nieskuteczne, ponieważ tylko utrudnia dostęp do żądanych treści, a z drugiej strony niesie ze sobą realne zagrożenie cenzurą. W praktyce nie da się bowiem uniknąć blokowania stron nawet zupełnie „niewinnych” (takich jak nasza), a stworzona infrastruktura filtrująca może być z czasem wykorzystywana do ograniczenia dostępu do innych – poza pornograficznymi – kontrowersyjnych treści. Infrastruktura ta ma jeszcze jedną ciemną stronę – jej działanie opiera się na śledzeniu naszej aktywności w sieci.

Zgodnie z doniesieniami, Minister Biernacki zapowiada, że będzie się przyglądać brytyjskim rozwiązaniom. Natomiast minister administracji i cyfryzacji Michał Boni, który miał okazję wielokrotnie słyszeć argumenty przeciwników blokowania sieci, przestrzega przed otwieraniem bram dla „jakiejkolwiek formy powszechnej inwigilacji”. Mamy nadzieję, że argumenty te dotrą również do ministra sprawiedliwości.

Małgorzata Szumańska

O sprawie pisze:

Gazeta Wyborcza: Polska też zablokuje strony porno? Minister Biernacki chce być jak Cameron

Więcej o blokowaniu stron internetowych

Komentarze

Do niusa o Safe Harbour:
"W Niemczech trwa dyskusja na ten temat, ale irlandzki Inspektor Ochrony Danych Osobowych nie widzi problemu."

W Irlandii Facebook zdaje się ma główna siedzibę na EU i zainwestował sporo kasy - nic dziwnego, ze ichni GIODO nie widzi problemu - wola żeby kaska nie uciekła do USA i nie zniknęły związane z tym miejsca pracy. Taka jest po prostu siła korporacji - "dziel i rządź".

A co do ministra (ministranta) Biernackiego to blisko mu przecież do byłego ministra (ministranta) Gowina - obyczajowa konserwa. Osobiście jego pomysły mnie nie dziwią. I bez Camerona mógłby o tym pomyśleć.

Nie wiem czy nie byłoby praktyczniejszym rozwiązaniem uderzenie w wyszukiwarki i określenie pewnyc reguł dla zawartych w nich filtrów. Porównajcie sobie np. co wyświetla dla tego samego hasła "nude girls" (przy wyłączonych filtrach) Google, a co Flickr lub Deviantart. Google wychodzi na strasznie zboczoną wyszukiwarkę pod tym względem. Tak na prawdę miękkiej erotyki nie da się tam wyszukać, można tylko wyszukiwać albo treści kompletnie nieerotyczne, albo urągającą godności kobiet twardą pornografię.

Filtrowanie/blokowanie przez operatorów to cześć reformy Camerona. Reforma podobno zakłada także współprace z wyszukiwarkami (tu będzie ciekawie: UE podszczypuje Googla w kwestii prywatności itp. (zasądzając śmieszne kary) jednocześnie Cameron i pewnie ministrowie innych państw będą zabiegać o blokowanie porno - deal pewnie będzie taki: brak porno na Google w zamian za swobodne przetwarzanie naszych danych).

Kioski i salony prasowe są pełne pisemek i filmów. Rodzice maja tez pewnie swoja filmotekę (może nawet z własnym udziałem, np. z nocy poślubnej co jest teraz bardzo modne). Księża pokazują ministrantom tez ciekawe rzeczy.
itd.

Internet to nie jedyne źródło pornografii.
Jak dla mnie takie blokowanie ma na celu coś więcej niż blokowanie "filmów przyrodniczych" - wszelkiej maści cenzorzy dostana paluszek potem zarządają reki.

Dodaj komentarz