SIN vs Facebook vs weto Prezydenta

Artykuł
20.01.2026
8 min. czytania
Tekst
Image
Grafika kampanii SIN vs Facebook

31 października 2025 r. Meta zablokowała post Społecznej Inicjatywy Narkopolityki na Facebooku. Naruszyła w ten sposób postanowienie sądu zakazujące – do czasu prawomocnego wyroku w sprawie o arbitralne usuniecie kont i grup organizacji w 2018 r. – blokowania treści publikowanych przez SIN na aktualnie prowadzonym przez nią koncie. Ta historia ma dwa morały. Pierwszy: można wywalczyć w polskim sądzie wolność słowa w sporze z big techem. Drugi: potrzebujemy szybszej i dostępniejszej procedury odwołania dla wszystkich niesłusznie zablokowanych przez platformy społecznościowe.

Co zablokował Facebook

W 2018 r. firma (wówczas jeszcze) Facebook zablokowała konta i grupy prowadzone przez SIN na Facebooku i Instagramie. W 2019 r. organizacja wspierana przez Fundację Panoptykon i Kancelarię Wardyński i Wspólnicy złożyła pozew o naruszenie dóbr osobistych. Już w czerwcu 2019 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o zabezpieczeniu powództwa, w którym do czasu prawomocnego wyroku zakazał Facebookowi usuwania treści publikowanych przez SIN na nowym koncie, które organizacja założyła po blokadzie w 2018 r. W 2021 r. postanowienie zabezpieczające utrzymał w mocy Sąd Apelacyjny w Warszawie i wówczas stało się prawomocne.

Dotychczas Meta przestrzegała zasad zabezpieczenia. Jakież było zdziwienie administratorów profilu SIN, gdy 31 października 2025 r. przeczytali powiadomienie, że jeden z ich postów został zablokowany. Kolejne zdziwienie: był to post z… 2019 r.

Prawnicy z Kancelarii Wardyński i Wspólnicy, którzy reprezentują SIN pro bono, przypomnieli kancelarii reprezentującej firmę Meta, że zabezpieczenie powództwa wciąż obowiązuje. Kilka dni po interwencji przyszła odpowiedź, że post wrócił na Facebooka. Postanowienie sądu działa!

Na czym polegała ingerencja w wolność słowa i jak udało się ją obronić

Społeczna Inicjatywa Narkopolityki prowadzi działania edukacyjne dotyczące substancji psychoaktywnych w duchu redukcji szkód. W swoich postach na Facebooku ostrzega m.in. przed niebezpiecznymi substancjami oraz wyjaśnia, jakie mogą wywołać skutki. Chociaż metoda ta jest uznana przez WHO, a SIN blokuje wszelkie dyskusje o tym, jak zdobyć substancje, Facebook uznaje jej treści za promowanie narkotyków.

SIN – przy naszej i kancelarii pomocy – broni swojego prawa do prowadzenia działalności edukacyjnej za pośrednictwem największych platform społecznościowych. Powołuje się przy tym przede wszystkim na prawo do swobody wypowiedzi. Obecnie przewaga jest po stronie SIN. Chociaż wciąż czekamy na prawomocny wyrok sądu w sprawie o przywrócenie zablokowanych kont i grup (Meta wniosła apelację od korzystnego dla SIN wyroku sądu I instancji z marca 2024 r.), to dzięki wywalczonemu na początku sprawy zabezpieczeniu SIN może spokojnie realizować swoją misję na nowym koncie. Bez strachu – wydawałoby się – o to, że w każdej chwili również ono zniknie (po październikowej blokadzie ta pewność nie jest już niezachwiana, ale wiemy przynajmniej, że jeśli Meta się zapędzi, można ją przywołać do porządku).

Potrzebujemy prostszej procedury dla niesłusznie zablokowanych

Na tym jednak dobre wiadomości się kończą. Większość osób czy organizacji niesłusznie zablokowanych przez platformy nie pójdzie do sądu. Nie tylko ze względu na koszty i czas, jaki trzeba poświęcić na sporządzenie pozwu i oczekiwanie na wyrok. Także dlatego, że nie w każdym przypadku da się prosto znaleźć podstawę prawną, która mogłaby zostać wykorzystana w pozwie.

Problemem może być też kwestia jurysdykcji polskich sądów. Meta codziennie zarabia na wielu milionach użytkowników i użytkowniczek z Polski. Mimo tego nie przestaje przekonywać, że polskie sądy nie są właściwe do rozpoznawania wnoszonych przed nie sporów dotyczących Facebooka czy Instagrama. Zdaniem Mety mogą to robić tylko sądy w Irlandii, gdzie firma ma europejską siedzibę. Oczywiście byłoby to cyberkorporacji bardzo na rękę. Sądzenie się z nią za granicą jest jeszcze bardziej poza zasięgiem większości poszkodowanych niż ścieżka sądowa we własnym kraju.

A platformy blokują codziennie. Blokują nie tylko treści, których nie powinniśmy w ogóle oglądać w Internecie, takie jak nagrania z dekapitacji, pornografia z udziałem dzieci, wzywanie do przemocy na tle narodowościowym. Blokują też w pełni legalne i wartościowe materiały przez pomyłkę (przy takich ilościach trudno je nawet za to winić…), a także dlatego, że znalazły się one na granicy tego, co dozwolone. Algorytm lub moderator albo dokonał błędnej interpretacji, albo nie zrozumiał kontekstu.

Pytanie, co się dzieje, gdy treść została zablokowana niesłusznie. Zgodnie z aktem o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA) osoba zablokowana na platformie powinna dostać informację o blokadzie wraz z uzasadnieniem. Powinna też móc się odwołać do samej platformy.

W przypadku najnowszej blokady postu SIN takie odwołanie nie zadziałało. Platforma wprawdzie umożliwiła jego złożenie i je rozpatrzyła, ale blokadę utrzymała. I to mimo postanowienia sądu, że Meta nie może blokować treści SIN! Co mają powiedzieć zablokowani Kowalscy i Kowalskie bez takiego postanowienia?

Zablokowani vs weto Prezydenta

Nie wiemy, co mają powiedzieć, ale wiemy, co my pomyśleliśmy. Była szansa na szybszą procedurę odzyskiwania treści dla osób niesłusznie zablokowanych przez platformy. Szansę tę wyrzucił do kosza Prezydent RP Karol Nawrocki, wetując nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

W przemówieniu uzasadniającym weto Prezydent skrytykował tzw. legislacyjną wrzutkę rządu do ustawy, której głównym celem miało być wdrożenia unijnego rozporządzenia DSA. Prezydent odmalował obraz podległego rządowi urzędnika – Wielkiego Brata, który będzie czyścił sieć z nieprawomyślnych treści. Problem w tym, że z zawetowanej ustawy nic takiego nie wynikało.

Wprowadzała ona, owszem, możliwość zgłoszenia do Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej treści bezprawnych, których platforma nie usunęła. Prezes UKE miałby w takiej sytuacji co do zasady dwa bądź siedem dni na wydanie decyzji, w której mógłby nakazać platformie usunięcie danej treści. Platforma miałaby następnie czternaście dni na zaskarżenie tej decyzji do sądu (decyzję mógłby zaskarżyć też autor lub autorka treści). W tym czasie treść nadal pozostawałaby w sieci. Zaskarżenie decyzji do sądu oznaczałoby zaś, że – aż do czasu ostatecznego wyroku sądu – treść nie znika.

A nawet jeśli autor lub autorka nie zaskarży decyzji o nałożeniu blokady, to zanim treść zniknie, minie co najmniej kilka dni, a mogą to być nawet trzy–cztery tygodnie (czas, który Prezes UKE ma na podjęcie decyzji, a następnie dwa tygodnie na odwołanie).

Warto jednak podkreślić, że skrytykowana przez Prezydenta procedura dotycząca blokowania to nie jedyna wrzutka do ustawy wdrażającej DSA. Karol Nawrocki zignorował zawarte w niej rozwiązanie, które w przełomowy sposób wzmocniłoby wolność słowa w sieci. Ta druga wrzutka dawała nowe prawa niesłusznie zablokowanym przez platformy – mogliby oni zaskarżyć taką blokadę do Prezesa UKE. Skarga miała być możliwa, gdyby blokada była wynikiem błędu platformy (np. gdyby treść, która w ogóle nie przedstawia ciała, została sklasyfikowana jako pornografia) lub gdyby treść była zgodna z prawem, a blokada naruszałaby wolność słowa.

Przykład? W poście są nagie piersi, których publikowania zakazuje platforma, ale pokazane są w kontekście np. artystycznym czy politycznym. Gdyby Prezes UKE uznał, że faktycznie taka blokada narusza wolność słowa (bo odwołanie do nagich piersi wnosiłoby coś istotnego do debaty publicznej w danym kontekście), mógłby nakazać platformie przywrócenie usuniętego materiału.

Weto wobec ustawy, która dawała szansę niesłusznie zablokowanym przez platformy, oznacza, że o tym, co można powiedzieć w sieci, a czego nie, będą w dalszym ciągu decydowały właśnie one. Niesłusznie zablokowani będą mogli co najwyżej pójść do sądu – a i to nie zawsze. Od lat staramy się przetrzeć dla nich tę ścieżkę w sprawie SIN vs Facebook, ale na terminy rozpatrywania spraw przez sądy nic nie poradzimy.

Dlatego właśnie potrzebowaliśmy nowego, szybszego rozwiązania prawnego. Jednak na razie zostało ono zaprzepaszczone. Paradoksalnie – „w imię ochrony wolności słowa”.

Spodziewamy się, że niebawem proces prac nad ustawą wdrażającą DSA ruszy od nowa – będziemy pilnować, aby decydenci nie zapomnieli w nim o procedurze dla niesłusznie zablokowanych.

SIN w sporze z Metą reprezentują pro bono adw. Łukasz Lasek, adw. Bartosz Troczyński i r. pr. Piotr Golędzinowski z Kancelarii Wardyński i Wspólnicy. Dziękujemy!

Newsletter

Otrzymuj informacje o działalności Fundacji

Twoje dane przetwarza Fundacja Panoptykon w celu promowania działalności statutowej, analizy skuteczności podejmowanych działań i ewentualnej personalizacji komunikacji. Możesz zrezygnować z subskrypcji listy i zażądać usunięcia swojego adresu e-mail. Więcej informacji o tym, jak przetwarzamy twoje danejakie jeszcze prawa ci przysługują, w Polityce prywatności.