Co po Patriot Act? Debata w USA, impas w UE

Artykuł

W Stanach Zjednoczonych trwa gorący spór o to, co wolno służbom. Formalnie przestał obowiązywać kontrowersyjny Patriot Act, który umożliwiał masową inwigilację obywateli USA. Senat właśnie debatuje nad przyjęciem jego następcy o dość zwodniczej nazwie Freedom Act, który ma godzić wodę z ogniem – skuteczność działania służb z poszanowaniem praw obywatelskich. Wygląda jednak na to, że Obama zaproponował zgniły kompromis: obie strony sporu – zwolennicy twardego kursu w „wojnie z terroryzmem” i ci, którzy nie chcą na jej ołtarzu poświęcić konstytucyjnych wartości – są niezadowolone. Co symptomatyczne, w całej debacie nie pojawia się problem masowej inwigilacji cudzoziemców, mimo że to przede wszystkim w nich – a więc również w nas, Europejczyków, Polaków – są wymierzone działania amerykańskich służb. Amerykanie mają własny problem. Ale dlaczego Europa nie zajmuje się swoim?

Dzisiaj, 1 czerwca 2015 r., wygasł Patriot Act (Uniting and Strengthening America by Providing Appropriate Tools Required to Intercept and Obstruct Terrorism Act of 2001). Prawo, które zostało wprowadzone po zamachach terrorystycznych w 2001 roku, umożliwiało między innymi przechwytywanie przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) informacji o wszystkich połączeniach wykonywanych za pośrednictwem amerykańskich operatorów. Godziło to bezpośrednio w zagwarantowany w czwartej poprawce do konstytucji USA zakaz nieuzasadnionych przeszukań.

Kompromis zaproponowany przez Obamę we Freedom Act nie zadowala nikogo.

Realizując poniekąd swoje obietnice wyborcze, Barack Obama zaproponował kompromisową regulację, Freedom Act (Uniting and Strengthening America by Fulfilling Rights and Ending Eavesdropping, Dragnet-collection and Online Monitoring Act), która ma uniemożliwić masowe gromadzenie danych obywateli i rezydentów USA przez agencje wywiadowcze. Zgodnie z projektem dane będą gromadzone przez samych operatorów telekomunikacyjnych, a służbom udostępniane pod pewnymi warunkami (podobny model obowiązuje obecnie w Polsce). Zdaniem większości konserwatystów i samych służb Freedom Act sparaliżuje pracę wywiadu, zdaniem organizacji obywatelskich – wciąż zostawia zbyt szerokie pole do nadużyć (np. EFF oficjalnie wycofała swoje poparcie dla inicjatywy).

Debatę po drugiej stronie Atlantyku podgrzewa wyścig z czasem o przyjęcie nowych ram prawnych. Jeden z senatorów, Rand Paul, stosując amerykańską wersję liberum veto, zablokował możliwość przyjęcia Freedom Act przed wygaśnięciem Patriot Act. W tej chwili NSA nie ma zatem podstaw, by pozyskiwać dane telekomunikacyjne obywateli swojego kraju. Ta sytuacja zupełnie nie przeszkadza służbom w inwigilowaniu reszty świata, podlegającej innemu zestawowi przepisów (sekcja 702 FISA oraz Executive Order 12333). Tego problemu planowana przez Obamę reforma nie rozwiązuje.

Wydaje się, że europejskich polityków bardziej interesuje polityczna przepychanka w senacie USA niż masowa inwigilacja na ich własnym podwórku.

Czy z naszej perspektywy cokolwiek ma szansę się zmienić? Freedom Act wprowadza wyższy standard ochrony nie tylko dla obywateli, ale i dla wszystkich osób przebywających na terytorium USA – a więc jeśli zdecydujemy się na podróż na drugą stronę Atlantyku, mamy szansę na lepsze traktowanie. Reguły stosowania inwigilacji (w tym nadzór nad sięganiem po dane, dziś sprawowany jedynie przez tajny sąd FISC) mają też stać się bardziej przejrzyste. Dzięki ulepszonej sprawozdawczości być może dowiemy się też, jak często rząd USA sięga po nasze dane i co konkretnie było przedmiotem jego zainteresowania. To wszystko jednak detale w zestawieniu z fundamentalnym problemem, który pozostaje nierozwiązany: nasze dane trafiają w ręce amerykańskich służb bez żadnej kontroli i mogą być wykorzystywane bez ograniczeń. Odpowiedzią na ten problem są jedynie twarde polityczne kroki i zmiana reguł przekazywania danych na linii UE–USA.

Doskonała okazja do zwiększenia kontroli nad tym, jakie dane Europejczyków trafiają w ręce amerykańskich służb, właśnie się nadarza. Od 2011 roku UE i USA negocjują tzw. umowę parasolową, która ma regulować wymianę danych między odpowiednimi organami w ramach współpracy policyjnej i sądowej, jak również udostępnianie danych na takie potrzeby przez prywatne firmy. Na ten tydzień została zaplanowana ostatnia runda negocjacji. Niestety, aktualny tekst porozumienia pozostaje tajny, więc trudno ocenić, w którym kierunku zmierza. Jeśli Unia Europejska po raz kolejny zostawi Amerykanom wolną rękę, będziemy mogli mieć pretensje już tylko do swoich przedstawicieli. Tych samych, których dziś wydaje się bardziej ekscytować polityczna przepychanka w senacie USA niż realny problem z ich własnego podwórka.

Katarzyna Szymielewicz, Anna Obem

Polecamy:

Dyskusja w Al Jazeera na temat Freedom Act i masowej inwigilacji z udziałem Katarzyny Szymielewicz

Komentarze Fundacji Panoptykon na temat programów masowej inwigilacji

Wywiad z Williamem Binneyem (byłym analitykiem NSA) o tym, jakich danych służby rzeczywiście potrzebują, a jakie im szkodzą

Komentarze

Patriot Act przez lata umożliwiał masowe gromadzenie danych, ponieważ taka była interpretacja przepisów przez organy władzy. Wyrok sądu z maja tego roku jest uważany za duży przełom i to właśnie na jego podstawie organizacje społeczne w USA domagają się dalej idącej zmiany prawa niż Freedom Act. To trochę tak jak z europejską retencją danych telekomunikacyjnych: TSUE uznał dyrektywę za "nieistniejącą", bo narusza Kartę Praw Podstawowych, ale Komisja Europejska i państwa członkowskie (w większości) nadal uważają, że dane trzeba zbierać i udostępniać służbom, więc już mówi się o przyjęciu nowej dyrektywy, a narodowe przepisy nadal obowiązują. Wyroki sądów nie zmieniają prawa w sposób automatyczny. Takie jest też nasze rozumienie sytuacji w USA. Ale proszę nas nie traktować jako ekspertów w tym zakresie - to złożona i obca nam (prawnie) materia. Dlatego tekst jest poświęcony europejskim aspektom sprawy.

Dodaj komentarz