EURO-nadzór 2012. Próba podsumowania

Artykuł

Zaczęło się wielkie sprzątanie po EURO 2012. Jak ten krajobraz po bitwie wygląda z perspektywy praw człowieka i nadzoru nad społeczeństwem? Czy rzeczywiście, tak jak się obawialiśmy, "footballowy stan wyjątkowy" odciśnie trwałe piętno w polskim systemie prawnym? Wzmożona aktywność policji i wojska, nowe technologie w służbie bezpieczeństwa, specjalne uprawnienia UEFA i policyjne sprawdzenia związane z systemem akredytacji, wyrywkowe kontrole graniczne, profilowanie kibiców i sportowych turystów na masową skalę - te tematy nie trafiały na pierwsze strony gazet, co nie znaczy, że nie trzeba o nich rozmawiać.

Okazją do tego była konferencja prasowa, którą zorganizowała dziś rano Fundacja Panoptykon. Zaprezentowaliśmy wyniki prowadzonego przez nas monitoringu EURO 2012, przedstawilismy napotkane po drodze kontrowersje i absurdy. Nie zamierzamy polemizować z samym argumentem o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa podczas turnieju. Ponieważ najczęściej odbywa się to jednak kosztem naszej wolności, chcemy przynajmniej "oszacować straty" i zastanowić się, czy ta cena była konieczna. 

Ile wolności kosztował nas "stan wyjątkowy" w czasie EURO 2012? Próba podsumowania

Komentarz Katarzyny Szymielewicz dla Kultury Liberalnej: Cena bezpieczeństwa - temat tabu

Komentarze

W pełni zgadzam się z konkluzją zawartą w ostatnim akapicie dokumentu ("Nadchodzące lata pokażą,.." ). Obawiam się, czy (p)okażą się nam wszystkim, czy jedynie wybranym (beneficjetom)? ;)Dotychczasowe doświadczenia w tym zakresie... budzą (nie tylko) moje obawy. Stworzono (IMO groźny) precedens nie tylko w procedurach stanowienia prawa, ale i jego stosowania. A wszystko: "w imię (szeroko rozumianego) bezpieczeństwa..." By zapewnić sobie "akceptację społeczną". I na dzić to - chyba - jeszcze działa.Wczoraj gdy "poległo" ACTA część europosłów zaprezentowało hasło: "HELLO DEMOCRACY, GOODBYE ACTA". Duże litery (w necie) oznaczają (o)krzyk. Mam nadzieję, że - radości. Chciałbym jednak by nie był on przedwczesny.A zastanawiam się: czy nadal myślą o demokracji przez "duże" D?Może przyjdzie czas na to by zmienić słownikową definicję i tego słowa. Podobnie jak zmieniono: prywatności, autonomii, niezależności, itp. J. 

Być bezpiecznym to już nie jest prawo, ale obowiązek współczesnego Europejczyka. Kto nie chce być bezpiecznym, pójdzie do więzienia. Dla własnego bezpieczeństwa. I dla dobra kraju, bo przemysł produkujący bezpieczeństwo będzie dawał pracę i pozycję coraz większej liczbie ludzi - od służb specjalnych, przez polityków, producentów i operatorów sprzętu, prawników, strażników, po szeregowych policjantów czy wręcz urzędników. Za dużo ludzi z tego żyje, by zrezygnowali dobrowolnie. Każda raz uruchomiona struktura ma tendencję do udowadniania swojej niezbędności i do rozwoju. Będziemy więc słyszeli, że zagrożenie rośnie, że kradną, biją, gwałcą, pornografię oglądają i trzeba więcej bezpieczeństwa. Każda okazja dobra, niestety.

Nawiasem mówiąc, "być bezpiecznym" to być bez pieczy, czyli bez nadzoru...

Ciekawy raport. Dziękuję.

Dodaj komentarz