Gra w interpretacje - IAB bada polski Internet

Artykuł

Mniej niż połowa internautów czyta polityki prywatności serwisów, z których korzysta. Nie rozumieją, do czego służą i jak działają pliki cookie, choć już wiedzą, że są takie. Zdecydowana większość z nich nie wie, że dane o zdrowiu czy numer PESEL to są dane osobowe, które warto chronić. Zdaniem IAB Polska – autorów raportu "Komunikacja marketingowa online z perspektywy internautów" – to bardzo dobre wiadomości. Naszym zdaniem – co najmniej powód do niepokoju. Zapraszamy do gry w interpretacje.

Odkąd socjologia zaczęła być wykorzystywana w służbie rynku i polityki, towarzyszy jej spór o to, na ile badania społeczne mogą dać obiektywne odpowiedzi na stawiane w nich pytania. To, że odpowiedź zależy od tego, jak zada się pytanie, jest oczywiste. Na to ograniczenie nakłada się jeszcze problem interpretacji wyników. W przypadku raportu IAB Polska, który ma podziałać uspokajająco na wszystkich zaniepokojonych erozją prywatności w Internecie, mamy oba problemy: nie wiemy, jakie konkretnie pytania zostały zadane respondentom, ani na jakiej podstawie z uzyskanych odpowiedzi autorzy wyciągnęli tak uspokajające wnioski. Niewątpliwą zaletą tego materiału jest jednak to, że z pewnym wycinkiem badań możemy sami się zapoznać i wyciągnąć własne wnioski. Oto kilka przykładów. 

Według raportu "Komunikacja marketingowa online z perspektywy internautów" ponad połowa badanych uważa Internet za przestrzeń publiczną, natomiast w odczuciu 43% sieć to przestrzeń jednocześnie publiczna i prywatna. Dla IAB wniosek jest jednak tylko jeden: "Internauci uważają internet za przestrzeń publiczną". Z naszej perspektywy ciekawsze wydaje się pytanie, jak na potrzeby tego pytania sami respondenci zdefiniowali Internet – czy, mówiąc o przestrzeni publicznej, na pewno myśleli o swoich prywatnych profilach na portalach społecznościowych, interfejsach do obsługi rachunków bankowych czy poczcie elektronicznej? A przecież to także jest internetowa powierzchnia reklamowa.

W jednym i drugim przypadku umowy mają charakter odpłatny – tylko, że w drugim przypadku walutą są nasze dane osobowe...

48% badanych twierdzi, że czyta regulaminy lub polityki prywatności na stronach internetowych. Biorąc pod uwagę ich skomplikowanie i długość, to i tak zaskakująco dobry wynik (choć pamiętajmy, że to tylko deklaracje). Autorzy raportu wyciągają z tej informacji dość zaskakujący wniosek: "Internauci nie lubią czytać regulaminów ani polityki prywatności, nie lubią zbytniego formalizowania sieci". Dla nas to przede wszystkim sygnał, że te dokumenty powinny być pisane prostszym językiem. Natomiast Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, Wojciech Wiewiórowski, w swoim komentarzu do raportu IAB zwraca uwagę na jeszcze jeden problem:

"(...) prawie 80% uczestników badania twierdzi, że często czyta dokładnie umowy z dostawcami telefonu, prądu czy gazu (...), podczas gdy zaledwie 47% badanych czyni tak z regulaminami programów lojalnościowych. Wydaje się, że uczestnicy badania nie zdają sobie sprawy z tego, że w jednym i drugim przypadku umowy mają charakter odpłatny – tylko, że w drugim przypadku walutą są nasze dane osobowe".

Niecałe 14% za daną osobową uważa jednoznacznie nas identyfikujący numer PESEL

Równie niepokojące są dane pokazujące poziom wiedzy, a w zasadzie wyobrażenia użytkowników Internetu na temat tego, czym są dane osobowe. Niecałe 14% za daną osobową uważa jednoznacznie nas identyfikujący numer PESEL. Jeszcze gorzej jest w przypadku danych medycznych. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych tak komentuje wyniki badania: 

"Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego zaledwie kilka procent internautów uważa dane o swoim stanie zdrowia za dane osobowe. Czy oznacza to, że nie zdają sobie sprawy z wagi, jaką przetwarzanie tych danych może rodzić dla ich bezpieczeństwa fizycznego, a także ekonomicznego?". Najwyraźniej nie. Jeśli wynik badania przeprowadzonego przez IAB wiarygodnie ilustruje poziom wiedzy polskich użytkowników sieci o tym, jakie informacje dostępne w sieci można z nimi połączyć, a tym samym jakie informacje o sobie warto chronić, to mamy poważny problem edukacyjny.

Ile jest warta świadomość istnienia techniki gromadzenia informacji na nasz temat, jeśli jednocześnie nie wiemy, jak ona działa?

Z raportu IAB dowiadujemy się również, że aż "62% internautów nie wie, czym są ciasteczka, choć jednocześnie większość (70%) ma świadomość ich istnienia". Czy to dobrze, czy źle? Ile jest warta świadomość istnienia techniki gromadzenia informacji na nasz temat, jeśli jednocześnie nie wiemy, jak ona działa – a tym samym nie możemy ocenić związanych z nią zagrożeń? Prawie każdy coś słyszał, ale mało kto wie, o co faktycznie chodzi. Z takiego stanu wiedzy naprawdę trudno wyciągać wniosek, że polski Internet zasiedlają świadomi i dobrze o swoje interesy dbający użytkownicy.

Wreszcie, czy nie jest czasem tak, że większość użytkowników Internetu dowiedziała się o istnieniu cookies dopiero ostatnio, pod wpływem wszechobecnych bannerów informacyjnych, które z resztą samo IAB krytykuje jako irytujące i informacyjnie bezwartościowe? Według autorów raportu "użytkownicy sieci podeszli dość sceptycznie do ostatniej akcji serwisów internetowych informujących o wykorzystaniu cookies. Dla 23% osób, które deklarują, że się z nią spotkały, była ona ważna, dla 20% przydatna, jednak dla 52% irytująca". Trudno uciec od pytania, które niestety nie zostało zadane respondentom, dlaczego ta swoista kampania informacyjna okazała się irytująca i kto ponosi za to odpowiedzialność.

Może to sami dostawcy usług internetowych zadbali o odpowiedni poziom irytacji fruwającymi banerami, z których niewiele wynikało, żeby przekonać swoich użytkowników, że nie warto interesować się problemem cookies? Czy dla użytkowników nie było irytujące to, że agresywne banery stawiały ich przed faktycznym brakiem wyboru: przyjmij do wiadomości, że cię śledzimy i klikaj dalej. A przecież intencja ustawodawcy była zupełnie inna i można ją było zrealizować nikogo nie irytując, czego przykładem jest choćby ta strona. Nasza polityka prywatności nikogo nie atakuje, natomiast wyjaśnia, że można blokować i ograniczać instalowanie plików cookie za pomocą ustawień przeglądarki.

Interpretacja rzeczywistości, jaką zaproponowali nam autorzy raportu, więcej mówi o ich życzeniach i postulatach lobbingowych niż o polskim Internecie.

Wyniki badań przeprowadzonych przez IAB Polska naprawdę dają do myślenia. Najciekawsze jest to, jak różne wnioski na temat otaczającego nas świata można wyciągnąć z tych samych faktów (jeśli przyjmiemy, że deklaracje respondentów można w ogóle uznać za fakty). Interpretacja rzeczywistości, jaką zaproponowali nam autorzy raportu, więcej mówi o ich życzeniach i postulatach lobbingowych niż o polskim Internecie. Ale to nie czyni raportu mniej ciekawym, dlatego wszystkim polecamy lekturę i zabawę w wyciąganie własnych wniosków.

Raport "Komunikacja marketingowa online z perspektywy internautów"

Katarzyna Szymielewicz

Komentarze

Witam,Napisano: "Internauci nie lubią czytać regulaminów, ... polityki prywatności, ... zbytniego formalizowania sieci" A kto lubi!?  I co z tego wynika? Czy oznacza to zrzeczenie się prywatności?Pytanie: "Które z poniższych informacji na Twój temat zdarzyło Ci się udostępnić w internecie?" (s.10) Czy autorom raportu chodziło o incydent ("zdarzyło się")? Tekst dalej nie wskazuje na to: "Prawie wszyscy internauci udostępniają informacje na swój temat w sieci i uważają je za dane osobowe...". Podkreślenie dalej: "Internauci potrafią chronić prywatność w sieci.""Udostępniają" i "potrafią chronić" - bardzo mocno powiedziane. Znam przykłady na "tak". I na "nie". Kwestia proporcji! A te IMO nie są najlepsze.Na s. 13: "...W świetle prywatności, reklama online nie jest znacząco bardziej inwazyjna niż reklama telewizyjna i pocztowa..." Nie wolno tu przeoczyć wyrazu "znacząco". Chyba sami twórcy raportu uznali, że nie da się powiedzieć, że reklama "tradycyjna" i online to "to samo" ;)  Wg. raportu reklamy online nie są gorzej "postrzegane". Czy wykonano porównanie np. poziomu akceptacji wyboru jaki dano adresatom w zakresie możliwości jej odrzucenia? Wskazano w raporcie na b. słabą wiedzę ankietowanych dot. "ciasteczek". Wydaje mi się, że wielu z nich tym słowem zainteresowało się po 22 marca br. Dowiedzieli się też, że blokując je "utrudnią sobie życie". Stąd irytacja! Ilu z nich (tych bez wiedzy o ciasteczkach) udzieliło "świadomej" odpowiedzi na pytanie dotyczące udostępniania np. IP komputera! :D Spotkałem się też z opiniami, że głównym celem stosowania programów antywirusowych (na prywatnych PC-tach)  jest ochrona ich funkcjonalności i "zasobów". Bez względu na rodzaj przetwarzanych danych. Dane osobowe (i prywatność) "łapią się" niejako przy okazji.Na s. 15 możemy przeczytać: "...Prawie połowa internautów preferuje profilowane reklamy... Jedna czwarta nie ma zdania na temat profilowania..."Jednym słowem: nic nie boli! Myślę, że procent tych, którzy nie wiedzą co to "profilowanie" (i "ciasteczka") jest jeszcze większy. Wielu internatów nie chce tego wiedzieć. A czy muszą?! Z dokumentu wynika, że 6,8% użytkowników Internetu uważa, że dane o aktywności sieciowej w ogóle nie są zbierane. A 33,6% nie wie o tym. Czy to oni tworzą "perspektywę" raportu?Przypuszczam, że to są ci, którzy na banerze o cookie kliknęli "OK" "w ciemno".  No i teraz są "sami sobie winni". :/Nikt nie lubi ustawicznego napominania nas przez banki o nienoszenie karty płatniczej wraz z PIN'em. Wielu ze zniecierpliwieniem macha ręką. Do czasu.Poniesienia szkody. Tu szkoda bywa nie mniejsza, choć bardziej utajona.Zgodzam się z tezą dr W. R. Wiewiórowskiego (GIODO), że internauci: "godzą się na to, że to na nich spoczywa przede wszystkim obowiązek chronienia własnej prywatności". Uważam jednak, że in gremio nie mają "bladego pojęcia" o istniejących zagrożeniach, żyjąc w "słodkiej nieświadomości". Czy im z tym dobrze? Nie wiem.Podzielam pogląd, że raport potwierdza niewielką wiedzę internautów dot. tego "czym się dzielą w sieci". Jeśli rezygnują świadomie - ich sprawa. Mam jednak wątpliwości co do tej "świadomości".Dlatego też zastanawiam się: kto jest rzeczywistym adresatem raportu? I kogo on uspokoił?Pozdrawiam - J.

Dodaj komentarz