ONZ: dyskusja nad przyszłością Internetu

Artykuł

Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (International Telecommunication Union, ITU) jest agencją wyspecjalizowaną ONZ. Ta najstarsza organizacja międzynarodowa, założona w 1865 roku, zajmuje się sprawami dotyczącymi szeroko rozumianej telekomunikacji. Są to raczej kwestie techniczne oraz koordynacyjne – ważne i często bardzo skomplikowane. Do tej pory ITU nie przykuwało uwagi szerokiej opinii publicznej. W tym roku to się zmieniło, za sprawą kilku państw-członków ITU, którzy zaproponowali rozszerzenie mandatu organizacji o sprawy dotyczące Internetu. Jak już sygnalizowaliśmy, ta propozycja będzie dyskutowana w czasie Światowej Konferencji Telekomunikacyjnej (World Conference on International Telecommunications, WCITI), zaplanowanej na grudzień.

Nie wszystko jawne

Od miesięcy, za zamkniętymi drzwiami, kraje członkowskie ITU debatują nad zmianami, które mają zostać wprowadzone do Międzynarodowych Przepisów Telekomunikacyjnych (International Telecommunication Regulations, ITR). To bardzo ważny traktat międzynarodowy, regulujący na poziomie globalnym kwestie dotyczące sektora telekomunikacyjnego. ITR powstawał w latach 80., więc jego zapisy mocno odstają od obecnych realiów cyfrowego świata. Jego zmiana wydaje się więc konieczna. Niestety niektóre propozycje mogą budzić kontrowersje.

Dyskusji nad modyfikacją ITR przyglądają się organizacje broniące praw człowieka. Wyrażają one obawy, że w trakcie mocno zbiurokratyzowanego procesu rewizji mogą zostać przeforsowane propozycje zagrażające wolności Internetu i zmniejszające jego rolę w rozwoju gospodarczym. Wątpliwości budzi jednocześnie sam proces negocjacyjny. Do tej pory był on prowadzony za zamkniętymi drzwiami, a o jego efektach można było dowiedzieć się tylko dzięki wyciekom, publikowanym na stronie WCITleaks.org. Odpowiadając na apel organizacji pozarządowych, Sekretarz Generalny ITU Hamadouna Touré zapowiedział, że niebawem złoży wniosek do rady ITU o upublicznienie dokumentów zawierających propozycje zmian w traktacie. Dodatkowo w ostatniej fazie prac nad rewizją ITR mają zostać przeprowadzone szerokie konsultacje społeczne.

"Skok na Internet" czy tylko groźna dyskusja?

Wśród propozycji, które do tej pory wyciekły, można znaleźć takie, które zdecydowanie zwiększają kontrolę państw nad Internetem. Prawdopodobnie głosy mówiące o tym, że ONZ „chce przejąć sieć" są mocno przesadzone, nie mniej jednak niektóre z proponowanych zmian wyglądają groźnie. Dotyczy to szcególnie wniosków złożonych przez Federację Rosyjską i kilka krajów arabskich. Sugerują one wprowadzenie reguły, która gwarantowałaby „nieograniczony dostęp i korzystanie z międzynarodowych usług telekomunikacyjnych”, ale z wyłączeniem „przypadków, gdy międzynarodowe usługi telekomunikacyjne są wykorzystywane w celu ingerencji w wewnętrzne sprawy lub podważania suwerenności, bezpieczeństwa narodowego, integralności terytorialnej i bezpieczeństwa publicznego innych państw lub służące ujawnieniu informacji wrażliwych”. Takich i podobnych propozycji, które w pewien sposób sankcjonowałyby na gruncie prawa międzynarodowego ograniczanie wolności słowa w sieci i samego dostępu do Internetu jest więcej.

Oczywiście ewentualne przyjęcie w trakcie WCIT któregokolwiek z proponowanych przepisów nie wprowadzi automatycznie globalnej cezury Internetu. Byłby to jednak cios osłabiający - w tym momencie raczej dominującą - doktrynę, że ograniczanie komunikacji i wolności słowa w Internecie stanowi naruszenie podstawowych prawa człowieka. Jeżeli 193 członków ITU wyraźnie potwierdzi zasadę, że kraje takie jak Syria mogą ograniczać dostęp do Internetu lub dyktować operatorom, co powinni robić dla utrzymania bezpieczeństwa narodowego (lub ze względu na dowolny cel), wówczas trudniej będzie twierdzić, że takie działania naruszają podstawowe prawa człowieka.

Żeby uniknąć nieporozumień: rewizja ITR to nie jest organicznie zła inicjatywa. Jednocześnie nie jest to też najbardziej efektywny instrument prawa międzynarodowego. Artykuły 34, 35 Konstytucji ITU oraz zasada suwerenności już teraz pozwalają państwom na dużą swobodę w ograniczaniu komunikacji elektronicznej. Państwa równie dobrze mogą nie przyjmować traktatowych przepisów do swojego prawa krajowego. Z drugiej strony istnieje cały międzynarodowy system ochrony praw człowieka, na podstawie którego można dokonywać jednoznacznej oceny np. działań ograniczających wolność słowa. Niemniej niepokoi, że kilka państw stara się wykorzystać ITU do legitymizowania swoich własnych represyjnych praktyk dotyczących Internetu. Wprowadzanie do dyskusji na forum międzynarodowym takich pomysłów sprawia, że wszyscy, którym na sercu leży wolność Internetu, powinni uważnie przyglądać się grudniowemu szczytowi w Dubaju.

Jędrzej Niklas

Dodaj komentarz