Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE jest jak trzeźwiący…

W skrócie

„Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE jest jak trzeźwiący prysznic. Przypomina, że nawet względy bezpieczeństwa nie uzasadniają istnienia systemu, w którym organy ścigania mogą swobodnie ingerować w prywatność każdego, kto korzysta z sieci telekomunikacyjnych” – tymi słowami Katarzyna Szymielewicz komentuje na łamach Gazety Wyborczej wyrok TSUE, który uznał, że tzw. dyrektywa retencyjna jest i zawsze była nieważna, ponieważ naruszała zasady prawa europejskiego.

„Informacje przekazane przez Edwarda Snowdena sugerują, że to właśnie dane hurtowo pozyskiwane od operatorów telekomunikacyjnych były przez europejskie służby wymieniane na amerykańskie zdobycze z programów takich jak PRISM czy UPSTREAM. Z tej analizy wynikały rekomendacje  – w tym Parlamentu Europejskiego – że zakończenie masowej inwigilacji w sieciach telekomunikacyjnych trzeba zacząć od własnego podwórka” – pisze Katarzyna Szymielewicz. Do podobnych wniosków doszły wcześniej sądy konstytucyjne w Niemczech, Rumunii i Czechach, a także rząd Szwecji, która nie wdrożyła dyrektywy, za co otrzymała karę od Komisji Europejskiej. Teraz rewizja przepisów czeka kraje, które wprowadziły postanowienia dyrektywy do swoich porządków prawnych – między innymi Polskę, gdzie przepisy dają szerokie uprawnienia służbom, przy znikomych gwarancjach dla praw obywatelskich.

„Mimo że rozstrzygnięcie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości nie ma bezpośredniego wpływu na krajowe przepisy, unieważnienie dyrektywy, na której opierają się kontrowersyjne uprawnienia polskich służb, to polityczny szach mat. Trybunał bardzo precyzyjnie określił gwarancje, bez których mechanizm prewencyjnego gromadzenia danych jest nie do pogodzenia z prawem UE, a polskie przepisy drastycznie od tego standardu odstają”. Na co jeszcze czeka polski rząd?

Dodaj komentarz