Ostatnia rozprawa: czekamy na precedensowy wyrok w sprawie "billingowanego" dziennikarza

Artykuł

12 kwietnia odbyła się kluczowa rozprawa w procesie z powództwa Bogdana Wróblewskiego, dziennikarza Gazety Wyborczej, przeciwko CBA. Wróblewski twierdzi, że nieuzasadnione pobieranie danych telekomunikacyjnych naruszyło jego dobra osobiste. CBA broni się, twierdząc, że dobra osobiste dziennikarza naruszyły same media... nagłaśniając tę sprawę. Sąd przeprowadził już wszystkie czynności i wysłuchał obydwu stron sporu. Czekamy na ogłoszenie wyroku 26 kwietnia.

Sprawa Bogdana Wróblewskiego przeciwko CBA ma charakter precedensowy. Dotychczas wiedzieliśmy tylko, jak szeroko służby korzystają z uprawnienia do sięgania po nasze dane telekomunikacyjne (m.in. billingi). Dzięki tej sprawie możemy spojrzeć na ten systemowy problem z perspektywy konkretnego człowieka i krzywdy, jaką mogą spowodować tego typu nadużycia. Dlatego postanowiliśmy przedstawić sądowi naszą opinię i od początku obserwujemy przebieg procesu.

Najistotniejszym elementem rozprawy z 12 kwietnia 2012 r. były zeznania powoda – Bogdana Wróblewskiego. Wróblewski potwierdził, że korzystał z numerów telefonów, które były przedmiotem zainteresowania CBA, oraz szeroko opisał skutki, jakie dla jego życia osobistego i zawodowego wywołała sprawa „billingowania” przez służbę specjalną.

Sprawa Wróblewskiego przeciwko CBA dotyka kilku ważnych wątków. Główny problem to oczywiście nieuzasadniona ingerencja służb w życie prywatne obywatela. Jak wskazywaliśmy w naszej opinii, odbyło się to z naruszeniem obowiązującej ustawy o CBA. W przypadku dziennikarza taka ingerencja ma również bezpośrednie przełożenie na jego sytuację zawodową. Billingowanie niewątpliwie zagraża poufności dziennikarskich źródeł informacji. Nie wiadomo, ilu potencjalnych informatorów nie skontaktowało się z Wróblewskim wiedząc, że jest on „na celowniku” służb specjalnych.

W mowach końcowych mec. Ślusarek, reprezentujący pro bono powoda wskazał, że kluczowe dla rozstrzygnięcia sporu jest to, czy CBA działało legalnie. W procesie cywilnym o ochronę dóbr osobistych to pozwany (CBA) ma obowiązek wykazać, że jego działanie było zgodne z prawem. CBA ograniczyło się tymczasem do podania, że podstawą ich działań był art. 18 ustawy o CBA, który daje służbie generalne uprawnienie do przeprowadzania kontroli operacyjnych. Konieczność sięgnięcia po dane telekomunikacyjne w danej sprawie powinna być jednak precyzyjnie uzasadniona. Tego uzasadnienia w argumentacji CBA zabrakło.

W takiej sytuacji zasłanianie się artykułem 18 ustawy przypomina słynny „Paragraf 22” Josepha Hellera bądź – bardziej dosadnie – grę „w pomidor”. Ogólna konstrukcja art. 18 i brak precyzyjnych zasad ingerowania w prywatność umożliwia „blankietowe” zasłanianie się tym przepisem w każdej sytuacji. Na szczęście, na wniosek Rzecznik Praw Obywatelskich Trybunał Konstytucyjny przyjrzy się przepisom uprawniającym służby specjalne (nie tylko CBA, ale i 8 pozostałych) do sięgania po dane telekomunikacyjne.

Dorota Głowacka - przedstawicielka Fundacji Helsińskiej, która przyłączyła się do postępowania jako organizacja społeczna - powiedziała na koniec procesu, że dopóki mamy złe prawo, jedyną szansą na ograniczenie sięgania przez służby po billingi jest właśnie orzecznictwo sądów. W tej sprawie wyrok poznamy 26 kwietnia 2012 r. 

Polecamy również informację o przekazaniu sądowi naszej opinii oraz relację z poprzedniej rozprawy.

Dodaj komentarz