Prywatność musi ustąpić interesom ekonomicznym

Artykuł

Instytucje europejskie retorycznie bronią naszych praw obywatelskich, ale kiedy przychodzi do "realnej polityki" ustępują przed paradygmatem bezpieczeństwa i wolnego handlu. Dziś Parlament Europejski przyjął rezolucję, która to potwierdza: mimo świętego oburzenia skalą inwigilacji, nikt na poważnie nie domaga się zamrożenia negocjacji nowego porozumienia między UE i USA o handlu i inwestycjach. A przecież handel oznacza również przepływ danych.

Po kolejnych rewelacjach Edwarda Snowdena ujawniających, że nie tylko obywatele, ale również rządy państw Unii Europejskiej były przedmiotem zainteresowania amerykańskiego wywiadu, w Brukseli zapanowała konsternacja. Z jednej strony, wypada jakoś zareagować, a przecież już wiemy, że na uprzejmie zadane pytania Amerykanie nie odpowiadają (komisarz Viviane Reding na wyjaśnienia czeka trzeci tydzień). Z drugiej, trudno udawać święte oburzenie praktykami, które w dyplomacji nikogo nie dziwią i psuć sobie relacje z ważnym partnerem handlowym.

Ten dylemat mocno wybrzmiał we wczorajszej debacie na posiedzeniu Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE). Niemiecki deputowany Martin Weber, odwołując się do zdrowego rozsądku, perorował: "Nie szpieguje się przyjaciół i nie szpieguje się masowo obywateli zaprzyjaźnionych państw". Zaraz jednak dodał, że łączą nas z USA istotne interesy, takie jak wzrost ekonomiczny i miejsca pracy, więc nie powinniśmy zamrażać negocjacji handlowych.

Ostrzej wypowiadali się posłowie z grupy Zielonych, w tym Jan Philipp Albrecht, który rekomendował zamrożenie prac nad nowym porozumieniem o wolnym handlu:  "Najpierw potrzebujemy standardów, potem będziemy współpracować". Tę perspektywę wydaje się podzielać komisarz Viviane Reding. Przemawiając w Parlamencie powiedziała: "Jest jasne, że powodzenie negocjacji handlowych z USA wymaga zaufania i przejrzystości między negocjującymi stronami. To wyklucza szpiegowanie unijnych instytucji". Mimo to komisarz wprost nie wezwała swoich kolegów z kolegium do zamrożenia negocjacji Transatlantyckiego Porozumienia o Handlu i Inwestycjach.

Reding po raz kolejny przyznała, że PRISM i Tempora to „pobudka” dla unijnych instytucji i powód, żeby przyspieszyć prace nad nowymi przepisami o ochronie danych osobowych w sektorze publicznym i prywatnym. Nie dodała jednak, że nawet najlepsze europejskie standardy nie uchronią nas przed nadużyciami, które mają oparcie w amerykańskim prawie. Unia nie ma też żadnych narzędzi, żeby chronić europejskie rządy przed działaniami obcych wywiadów. To wykracza daleko poza jej kompetencje.

Jedyny obszar, w którym Unia ma silną kartę przetargową, to handel. Stąd głosy po lewej stronie politycznego spektrum, żeby z tej karty skorzystać i zamrozić właśnie rozpoczęte negocjacje Transatlantyckiego Porozumienia o Handlu i Inwestycjach (TTIP) do czasu wyjaśnienia "problemu" z USA. Nie chodzi tylko o twarde dyplomatyczne zagranie, ale o polityczną konsekwencję. Celem porozumienia TTIP jest zbliżenie standardów regulacyjnych, które w przypadku dużych rozbieżności działają blokująco na handel i inwestycje.

Trudno o większe rozbieżności niż te, które istnieją między europejskim i amerykańskim modelem ochrony danych osobowych: na naszym kontynencie dane są chronione z zasady, a ich przetwarzanie jest dopuszczalne tylko w ramach wyjątków (coraz szerszych, ale jednak); w USA jest dokładnie odwrotnie: dopóki prawo tego nie zakazuje, dane można dowolnie wykorzystywać. Jeśli zatem mamy zbliżyć wzajemne standardy, najpewniej stracą na tym nie Amerykanie, ale Europejczycy.

Parlament Europejski odniósł się dziś do tych obaw i wezwał Komisję Europejską oraz władze USA do niezwłocznego wznowienia negocjacji nad umową ramową o ochronie danych osobowych przekazywanych i przetwarzanych do celów współpracy policyjnej i sądowej. Po 15 rundach negocjacyjnych prace nad nią utknęły w martwym punkcie, więc rzeczywiście nie zostaje nic innego, jak podjąć je na nowo. Zgadzając się z komisarz Reding eurodeputowani wezwali też Radę, aby przyspieszyła prace nad pakietem dotyczącym ochrony danych osobowych, a zwłaszcza nad proponowaną dyrektywą w sprawie ochrony danych. Wreszcie, wezwali Komisję do zadbania o to, aby europejskie standardy ochrony danych osobowych nie ucierpiały w negocjacjach Transatlantyckiego Porozumienia o Handlu i Inwestycjach. Niech się Komisja martwi, jak to osiągnąć.

I tak, z czystym sumieniem, polityczna karawana jedzie dalej.

Katarzyna Szymielewicz

Źródła:

Rezolucja w sprawie inwigilacji państw i instytucji UE przez National Security Agency 

Przemówienie Viviane Reding w Parlamencie Europejskim

Relacja z debaty w Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych

Komentarze

Jeszcze zbliżmy prawo patentowe UE do prawa patentowego USA (szczególnie w kwestii oprogramowania) i "hulaj dusza piekła nie ma".

Czy wy na prawdę wierzycie, że jakieś regulacje prawne "magicznie" uchronią nas przed inwigilacją? A myślicie, że UE nas nie inwigiluje? W jakim wy świecie żyjecie? Nie ma takiego problemu, który rozwiąże legistlacja - to tylko mydlenie oczu. Rząd ogólnie ma gdzieś to czy łamie prawo wobec swoich obywateli jeśli jest mu to na rękę.

tu chyba nie chodzi o powstrzymanie inwigilacji tylko ustalenie ram (prawa) w jakich zebrane dane beda mogly byc uzywane przeciwko nam - gromadzenia danych w swiecie gdzie dominuja technologie cyfrowe nie da sie powstrzymac

Dokładnie. Nie, nie łudzimy się, że możliwe jest życie bez inwigilacji. I nawet nie o to chodzi. Czasem nawet inwigilacja bywa uzasadniona (tak tak). Ten komentarz jest odpowiedzią na hipokryzję UE i całą tę retorykę prawnoczłowieczą, która w zestawieniu z realnymi interesami okazuje się być słabsza niż papier... Oczywiście, byłoby miło, gdyby UE tupnęła nogą i nie pozwoliła przynajmniej na takie działania, jak PRISM, ale to rzeczywiście mało realne. Niestety. 

 

Myślę, że tym co mnie bulwersuje najbardziej to... społeczna, obywatelska, czyli moja bezsilność.
Bo gdy czytam w rezolucji: "... mając na uwadze..." UE "wyraża poważne zaniepokojenie" i wzywa "do rozważenia wszystkich instrumentów, jakimi dysponują w dyskusjach i negocjacjach" to już wiem, że nie będzie to drugie Watergate. Ale przecież nie tego chciałem.


Co musi się zdarzyć, by pojawiło się coś bardziej skutecznego niż... "poważne zaniepokojenie"? Sui generis: żywotny interes 28 krajów (suwerenów?) wart "funta kłaków"?


Potem (dano na to pół roku) będą już tylko: słowa, depesze, listy, deklaracje, zapewnienia, uściski dłoni, itd.

Ja zaś będę mógł się "kopnąć z koniem". I bać... ewentualnego rewanżu.
Zostaniemy z pytaniem: czyj to był żywotny interes!?
I pogrążymy się w domysłach: komu teraz służy: coraz szybszy Internet, chmura i technologie cyfrowe?! ;)
Miłej nocy - J.
---
Szpiegostwo na terenie państwa sojuszniczego nie jest niczym nowym. Wystarczy przywołać casus Jonathana Pollarda (agent Izraela działający na szkodę USA BTW wyrok: dożywocie).
Był Echelon, teraz PRISM, Tempora, itd. Co za różnica?! Nawet ich nie zauważymy. Do czasu, aż znów ktoś się "nie potknie".

Sprawa Snowdena i PRISM ma niestety tez skutek uboczny. Przy okazji upublicznienie mechanizmów inwigilacji stosowanych przez USA na jaw wychodzą także grzeszki takich krajów UE jak UK i Francja (a to pewnie tylko czubek góry lodowej). I dobrze, ze wychodzą. Tylko czytając rożne portale i fora dyskusyjne zauważyłem coraz częściej teksty typu "Co z tego, ze nas inwigiluje USA, skoro ta lewacka UE tez nas szpieguje". Nie popieram szpiegowania USA i tym bardziej UE (jako obywatel Unii), ale tak myślę sobie, ze przy okazji afery PRISM zwiększa się wzrost nastrojów antyunijnych w Europie co dodatkowo osłabia pozycje UE w rozmowach z USA na temat prawa dotyczącego prywatności. Jeśli obywatele UE nie będą naciskać na włodarzy żeby zachować rozwiązania unijne w kwestii dotyczącej naszych danych osobowych (inwigilacji nie zatrzymamy, ale chyba możemy mieć wpływ na sposób w jaki służby i korporacje nasze i zagraniczne je wykorzystują) tylko machną ręka mówiąc "co z tego jak UE i USA to te same skur..., co my możemy zrobić" ułatwimy tylko USA wygrana a UE poddanie się (na co pewnie w skrytości obie strony liczą).

NSA na jednym z amerykanskich uniwersytetow szuka nowych pracownikow. Jedna studentka strasznie meczy "lowcow glow" z NSA ;p

Cała sprawa jest właściwie dużo poważniejsza niż naruszanie prywatności. Rzekomo naruszanie prywatności ma pomóc zwalczać terroryzm. I w czasach, kiedy terroryzm przyjął pozycję "samodzielnego" gracza w stosunkach międzynarodowych, który dzięki telefonom komórkowym i internetowi jest jeszcze bardziej groźny- jest to prawda. Biorąc pod uwagę, że mechanizmy odstraszania już nie działają (bo jak zagrozić osobom, które nie ryzykują życia, tylko świadomie je poświęcają?), a brak reakcji = zagrożenie, naruszanie prywatności jest konieczne. Pytanie, czy aż w takim stopniu, jak robią to Stany Zjednoczone? Czy Unia Europejska starając się zapewnić kompleksową ochonę danych swoim obywatelom (zakładając, że wstrzymałaby udostępnianie danych PNR i SWIFT, które przecież naruszają prawa obywateli UE) może skutecznie współpracować z USA w zwalczaniu terroryzmu? Prywatność, czy bezpieczeństwo?

Dodaj komentarz