Ratyfikacja ACTA "definitywnie zawieszona". A więc co?

Artykuł

Wiadomość z ostatniej chwili: Premier Donald Tusk na konferencji prasowej ogłosił. że "zawiesza ratyfikację" porozumienia ACTA.  Premier przyznał również, że polskie stanowisko w sprawie ACTA nie zostało skonsultowane ze wszystkimi zainteresowanymi grupami. Jakie praktyczne znaczenie ma ta deklaracja? Czy szef rządu, który podpisał umowę międzynarodową rzeczywiście może "zawiesić ratyfikację"?

Przyjęliśmy deklarację Premiera z mieszanymi emocjami. Z jednej strony to bardzo satysfakcjonujące, że szef rządu uznał swój polityczny błąd i potrafił to publicznie przyznać. Z drugiej strony, pozostaje pytanie - z punktu widzenia obywateli naprawdę fundamentalne - dlaczego do podjęcia tej decyzji w ogóle doszło, skoro wszystkie "za i przeciw" były znane przed 26 stycznia (data podpisania ACTA w Tokio)? Na konferencji prasowej Tusk przyznał, że dotarły do niego argumenty przeciwników ACTA. W kontekście wydarzeń ostatniego tygodnia trudno się oprzeć wrażeniu, że Premier uległ nie argumentom prawnym, które były mu znane przynajmniej od maja ubiegłego roku, ale "presji ulicy".

Co gorsze, po raz kolejny (po aferze z ustawą o dostępie do informacji publicznej i senacką "wrzutką" w ustawie o dostępie do infromacji publicznej) Premier proponuje krok, który wydaje się niezgodny z demokratycznymi procedurami. Polska podpisała ACTA, co oznacza, że nasz rząd na forum międzynarodowym zobowiązał się dążyć do jej ratyfikacji. Prawo międzynarodowe nie przewiduje takiej instytucji, jak jej "definitywne zawieszenie". Jedyne, co rząd może w tym momencie zrobić, to nie spieszyć się ze skierowaniem wniosku o ratyfikację do Parlamentu. Przekaz Premiera byłby o wiele lepszy, gdyby publicznie uznał swój błąd, a kwestie ratyfikacji zostawił w gestii właściwych organów - Parlamentu i Prezydenta.

Wreszcie, nawet nieratyfikowanie ACTA przez Polskę nie rozwiązuje problemu. ACTA to umowa szczególna w tym sensie, że podlega podwójnej ratyfikacji: przez poszczególne państwa członkowskie i przez Unię Europejską. Co istotne, w gestii państw pozostawiono tylko rozdział o sankcjach karnych, a losy całej reszty porozumienia zależą od decyzji organów unijnych. Sęk w tym, że Polska już wyraziła zgodę na związanie się większością postanowień ACTA na poziomie Unii Europejskiej (głosowanie w Radzie UE z grudnia 2011 r.). Ratyfikację na poziomie unijnym może już zatrzymać jedynie Parlament Europejski. Jeśli zatem Premier poważnie myśli o wycofaniu się z ACTA, powinien rozmawiać przede wszystkim z polskimi eurodeputowanymi. Losy ACTA są w ich rękach.

Według zapowiedzi Premiera w poniedziałek (6 lutego) ma się odbyć debata publiczna w sprawie ACTA. KPRM zaprasza wszystkich zainteresowanych na rozmowy od godz. 14.

Komentarze

W arogancki, wyzywający sposób nakazał publicznie przed kamerami ambasadorce podpisać w jego imieniu umowę oświadczając że konsultacje były, a dziś podrzuca to jajo europosłom? Niech se nie robi jaj z narodu tylko złoży wypowiedzenie ACTY zanim zacznie się ratyfikacyjne młócenie sieczki. Miarka się przebrała. Teraz niech debatę prowadzi z lustrem.

Premier mówił, że podpis z Tokio to jeszcze nie tragedia, jeszcze dużo przed nami. Więc chciałbym podkreślić:  90% ACTA działa na poziomie EU, a tylko 10% stosuje się do prawa krajowego. Krótko mówiąc, nawet jeśli Polska nie ratyfikuje traktatu, a Parlament Europejski to zrobi, to 90% tekstu i tak będzie się do nas stosowało, jako członka EU.

Czyli ACTA jest już praktycznie poza naszą kontrolą, a Premier twierdził, że jeszcze mamy możliwość decyzji przez polską ratyfikację.

Rząd niby chce z nami "debatować", ale co chwila oszukuje Polaków i robi swoje. I podkreślmy tutaj: nie że się myli, nie że się przejęzycza, lecz świadomie mówi nieprawdę w kluczowych aspektach tematu budzącego społeczne wzburzenie.

Wcześniejsze oszustwa to np.

1) że "za późno" na wstrzymanie podpisu - choć termin jest do 2013 i inni z tego korzystają, i to z powodów dużo bardziej błachych, niż silny opór społeczeństwa.

2) o "konsultacjach społecznych", które okazały się konsultacjami z 27 podmiotami reprezentującymi jedną ze stron sporu.

Pomijając to, czy sama ACTA jest zła, czy nie, takie naganne postępowanie rządu sprawiło, że stracił on w moich oczach legitymację i zaufanie. (A dotąd zawsze głosowałem na PO.)

Żądam rozwiązania rządu i rozpisania przedwczesnych wyborów.

Dodaj komentarz