Rząd daje zielone światło dla blokowania stron internetowych

W skrócie

Rada Ministrów przyjęła we wtorek projekt nowelizacji ustawy hazardowej i przesłała go do Sejmu. Przyznaje w nim Ministrowi Finansów kompetencje do utworzenia rejestru stron internetowych, które będą blokowane przez firmy telekomunikacyjne. Pomysł ten od początku budził wiele kontrowersji. Z jednej strony stworzenie infrastruktury filtrującej i blokującej określone treści w Internecie stanowi ogromne zagrożenie dla wolności słowa. Z drugiej zaś pomysł resortu finansów, szczególnie w pierwotnym kształcie, przewidywał przyznanie administracji rządowej bardzo szerokich kompetencji, którym nie towarzyszyła praktycznie żadna kontrola ze strony sądów.

Uwagi zgłoszone do projektu zaowocowały wprowadzeniem do niego szeregu poprawek. Uszczegółowiono zakres blokowanych stron, oraz uwzględniono – choć tylko częściowo – postulaty dotyczące nadzoru sądowego. Właściciele zablokowanych domen czy operatorzy będą mieli prawo wniesienia sprzeciwu wobec samego wpisu do rejestru blokowanych stron. Sprzeciw ma być rozpatrywany przez resort finansów, a od podjętej na skutek jego rozpatrzenia decyzji będzie można się odwołać do sądu administracyjnego. Te założenia lekko „ucywilizowały” proponowany mechanizm blokowania. Jednak sam pomysł takiej walki z nielegalnymi treściami wciąż oceniamy bardzo krytycznie. Skuteczność blokowania w walce z jakimikolwiek treściami w sieci jest wątpliwa, za to mechanizm ten stanowi realne zagrożenie dla wolności w Internecie.

Komentarze

Czym to blokowanie różni się od Great Firewall of China? Przecież na naszych oczach powstaje infrastruktura techniczna i organizacyjna dla Państwowego Firewalla. Dlaczego jest o tym tak cicho? Zarówno politycy rządowi, jak i opozycjni nie widzą w tym problemu. Czyżby cicha zmowa? Przecież obecna opozycja już kiedyś próbowała wprowadzić taki Państwowy Firewall tylko były duże protesty społeczne.

Przykre, że robią to ludzie z ekipy solidarnościowej, którzy w młodości walczyli z komuną, cenzurą, Urzędem Kontroli Publikacji i Widowisk. Dziś sami tworzą indeks (elektronicznych) ksiąg zakazanych. Zaczął Tusk, kontynuje Kaczyński. Skończy się - jak pisze Jacek - państwowym firewallem, bo gdy będą już możliwości techniczne i prawne, żadna władza nie odpuści tego narzędzia.

To prawda, że w Sieci są treści, których wolelibyśmy nie mieć. Ale czy nie taka właśnie jest cena wolności? Bodajże Orwell stwierdził, że wolność mierzy się stosunkiem do treści, które nam NIE odpowiadają.

Zakazać, zablokować, bo tak robią na Zachodzie (póki robili na Wschodzie, to było "ograniczanie wolności", którego nie kopiowaliśmy). To nie jest Polska, jakiej chcieliśmy w latach 80-tych.

Dodaj komentarz