Snowden i Greenwald: Polskie władze współpracowały z NSA

Artykuł

„Nie wierzcie zapewnieniom, że masowa inwigilacja to problem złych ludzi” – ostrzega Glenn Greenwald w swojej książce „Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz”. Jej głośnej premierze towarzyszyła publikacja dokumentów zebranych przez Edwarda Snowdena, w których znalazły się m.in. informacje na temat współpracy między polskimi władzami a służbami USA. Tymczasem polskie władze wciąż nie odpowiedziały na nasze pytania o współpracę z amerykańskim wywiadem. W obliczu kolejnych doniesień o masowej inwigilacji, w którą zaangażowane były niemal wszystkie rządy sojusznicze USA, wzbudza to coraz większy niepokój.

Ocena intencji Snowdena jest szkodliwa, bo odwraca uwagę od istoty sprawy.

Nie wiadomo, co kierowało Edwardem Snowdenem, kiedy zbierał informacje o nadużyciach amerykańskiego wywiadu. Niektórzy wprost zarzucają mu nieczyste intencje: według Romana Imielskiego z Gazety Wyborczej Snowdenowi chodziło o „zdewastowanie autorytetu zachodnich demokracji, zaufania ich obywateli do władz oraz przywódców państw do siebie nawzajem”, a sam Amerykanin nie był prawdziwym sygnalistą. Jednak to nie ocena intencji Snowdena jest dziś najważniejsza. Więcej: koncentracja na niej jest wręcz szkodliwa, bo odwraca uwagę od istoty sprawy (niewykluczone, że właśnie dlatego tak często powraca w dyskusji). Dokumenty ujawnione przez Snowdena dowodzą, że Stany Zjednoczone, stawiające się w pozycji obrońcy demokracji na świecie, masowo łamały prawa obywateli innych państw demokratycznych. Ani prezydent USA, ani przedstawiciele amerykańskich służb nie podważyli ich prawdziwości. Również polskie władze nie zaprzeczyły opublikowanym doniesieniom.

Dokumenty ujawniane przez Edwarda Snowdena stopniowo odkrywają przed nami tajniki międzynarodowej współpracy służb wywiadu elektronicznego. Coraz więcej dowiadujemy się też na temat roli polskiego rządu i polskich służb. Według pochodzących od Snowdena informacji, zawartych w książce Greenwalda:

  • Polska znalazła się wśród partnerów amerykańskiego wywiadu w zakresie inwigilacji komunikacji elektronicznej. Nie należy jednak do kluczowych partnerów NSA.
  • Od 2009 roku istniał (i prawdopodobnie nadal działa) program ORANGECRUSH, który obejmuje współpracę z jedną z polskich agencji rządowych. Program miał być znany w Polsce pod kryptonimem BUFFALOGREEN. Nie wiadomo, o jaką agencję chodzi.
  • W ramach tego programu Polska przekazywała amerykańskim służbom zarówno tzw. metadane telekomunikacyjne (dane o tym kto, z kim i kiedy się komunikował), jak i treść przechwytywanych komunikatów.
  • Program miał umożliwiać przechwytywanie i analizę komunikacji z obszaru Afganistanu, Bliskiego Wschodu, części terytorium Afryki, ale także Europy (nie jest jasne, w jakim zakresie).
  • Na pewnym etapie tej współpracy Polska przekazywała stronie amerykańskiej nawet ponad 3 miliony metadanych telekomunikacyjnych dziennie.

Im więcej wiemy, tym bardziej niepokojące staje się milczenie władz i brak odpowiedzi na stawiane przez nas pytania o cele i zakres polskiego zaangażowania w programy masowej inwigilacji. Szczególnie, że kluczowe pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi. Najbardziej nurtuje nas:

  • Czy to, że Polska przekazuje duże ilości danych NSA oznacza, że nasze służby mają dostęp do XKeyScore i innych programów służących masowej inwigilacji?
  • Jeśli tak, kto jest celem prowadzonych operacji? Mówiąc wprost: czy z pomocą amerykańskich programów gromadzenia i wymiany danych polskie służby były w stanie omijać ograniczenia, jakie nakłada na nie polskie prawo (np. konieczność występowania o zgodę sądu, kiedy w grę wchodzi dostęp do treści komunikatów)?

Te i wiele innych pytań zadajemy polskim władzom i służbom specjalnym od października ubiegłego roku, jednak nadal nie dostaliśmy wyczerpujących i rzetelnych odpowiedzi. Najczęściej słyszymy, że „organ nie posiada tego typu informacji” lub „ta informacja jest niejawna”. Ta taktyka uników zmusiła nas do wejścia na drogę sądową: Fundacja Panoptykon i Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyły już kilka skarg na bezczynność organów władzy (w tym Premiera i Ministra Spraw Wewnętrznych) w związku z brakiem odpowiedzi na pytania zadane w trybie dostępu do informacji publicznej. Ten spór może się jednak ciągnąć latami.

Dlaczego rząd gra na zwłokę? Uniki i uporczywe milczenie karmią przecież obawy i przypuszczenia. Wydaje się, że najlepszym wyjściem byłoby rzucenie więcej światła na tę sprawę i przedstawienie wyczerpujących wyjaśnień na temat polskiego zaangażowania w programy masowej inwigilacji. Chyba, że polskie władze naprawdę mają coś do ukrycia.

Katarzyna Szymielewicz, Anna Obem

Więcej:

Dokumenty ujawnione przez Snowdena („Snowden files”)

The Guardian: Glenn Greenwald: from Martin Luther King to Anonymous, the state targets dissenters not just “bad guys”

Gazeta Wyborcza: Wojciech Orliński, Jak tu żyć na podsłuchu

Niebezpiecznik: Polski rząd pomagał NSA, a NSA podsłuchiwała 3 miliony Polaków (dziennie!) — ujawniono nowe dokumenty Snowdena

openDemocracy: Silence remains the easiest answer: Polish non-reactions to Snowden’s disclosures

Polecamy:

Glenn Greenwald: Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz (Wydawnictwo Agora)

Komentarze

Pomysł osobliwej wszechwidności Benthamowego Panoptykonu może tak samo odwracać uwagę od jego zwykłego przeznaczenia, jak technicznie zmyślne państwowe szpiegowanie obywateli może odwracać uwagę od zwykłego pozbawiania ich wolności. Założenie, że "rząd gra na zwłokę", jest wątpliwe, gdy brakuje pewności wymuszenia odwlekanej czynności. Być może "szkodliwe" jest nie tylko skupianie uwagi na intencji ujawnienia szpiegowania, ale i skupianie uwagi na samym szpiegowaniu, gdy szpiegowanie odbywa się w więzieniu. Po zniesieniu wszechwidności Panoptykon nie przestanie być więzieniem. Jeśli dziś obywatel nie może przed sądem żądać nawet samego rozpatrzenia wniosku o udzielenie schronienia w Polsce osobie ujawniająca naruszanie jego praw konstytucyjnych, bo jakoby nie mieści się to w nie określonym prawnie "ważnym interesie Rzeczypospolitej Polskiej" i w nie określonym prawnie "interesie prawnym" żądającego (IV SA/Wa 2585/13; http://archi.wiki.praw.pl/2kiur5aiu5a), i nie udaje się nawet zwrócić na to publicznej uwagi, to może pora przyjrzeć się murom więzienia, a nie osobliwym urządzeniom wszechwidności? Gdy okazuje się, że konstytucyjne gwarancje wolności człowieka, wolności osobistej i nietykalności osobistej, nie wystarczają do zapewnienia schronienia w Polsce nawet dziecku uciekającemu ze swą matką przed groźbą niemieckiego "domu opieki" gorszego niż niejedno więzienie, i są mniej warte niż polecenie niemieckiego urzędnika wykonywane przez polskiego "sędziego" z roku 1984 (dosłownie), zezwalającego już w dniu otrzymania polecenia, bez namysłu i bez polskiej podstawy prawnej, siłą "wydać" anonimowej "stronie niemieckiej" osobę niepełnoletnią, której nie postawiono jakiegokolwiek zarzutu (http://archi.wiki.praw.pl/2kivfsvf2gc), to pora miast o "społeczeństwie nadzorowanym" myśleć o zwykłym społeczeństwie zniewolonym.

Dodaj komentarz