TTIP: są „konsultacje”; nie ma tekstu

Artykuł

Negocjacje Transatlantyckiego Partnerstwa na rzecz Handlu i Inwestycji (TTIP) zbierają coraz gorsze recenzje. Im dłużej Komisja Europejska i rządy powtarzają, że nie będzie powtórki z ACTA i nie ma czego się obawiać, tym większy społeczny niepokój. Skoro stanowiska negocjacyjne są tajne, skąd mamy wiedzieć, że Komisja Europejska nie proponuje właśnie ostrzejszych sankcji za naruszenie praw autorskich albo potencjalnie niebezpiecznych ułatwień w przepływie danych? Na zarzut tajności polski rząd ma stałą odpowiedź: skuteczne negocjacje handlowe wymagają poufności. Nie możemy przecież ujawniać instrukcji negocjacyjnych

Cel negocjowanego od lipca 2013 roku porozumienia jest ambitny: chodzi o eliminację ceł importowych oraz usunięcie wszelkich barier regulacyjnych między Europą i Stanami Zjednoczonymi. O wiele mniej mówi się jednak o możliwych kosztach, które – podobnie jak w przypadku umowy ACTA – mogą uderzyć nie w biznes, ale w samych obywateli.

Żeby uspokoić nastroje i odpowiedzieć na zarzuty, Komisja Europejska i polski rząd – a konkretnie odpowiedzialne za projekt Ministerstwo Gospodarki – zaproponowały coś na kształt konsultacji społecznych. Dziś odbyło się pierwsze spotkanie z zainteresowanymi organizacjami. Ani roboczego tekstu porozumienia, ani instrukcji negocjacyjnych nie było jednak na stole. Tylko zaproszenie do ogólnej, kierunkowej rozmowy, zanim umowa zostanie wynegocjowana i podpisana. Dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej Ewa Synowiec zaproponowała, żebyśmy spotykali się częściej, a nawet zgłaszali nasze obawy bezpośrednio negocjatorom TTIP. 

Skoro umowa ma charakter handlowy i nie wpływa na prawa obywateli, dlaczego w ogóle jest konsultowana? Co to za konsultacje bez tekstu, z którym konsultowani mogliby się zapoznać? I co to za tryb rozmów, którego nie przewiduje prawo?

Na te pytania odpowiedzi jeszcze nie znamy.

Katarzyna Szymielewicz

Więcej na temat TTIP w kontekście ochrony danych osobowych

Komentarze

Ad1. ("Skoro...) By odwrócić uwagę, "uspokoić" (ew. uśpić czujność) tych, którzy niedowierzając w dobre intencje (negocjujących, sponsorem i beneficjentem jest biznes, nie obywatele!) skłonni są trwać w uporze zadawania pytania: "Komu to służy? I w kogo uderzy!"Ad2. ("Co to...") Jedna ze stron zna całość materiałów. W tym cel do którego zmierza. Nie wie tylko jednego: co JUŻ wie druga strona?W toku "konsultacji" dość łatwo to można ustalić (np. analizując treść zgłaszanych: wątpliwości, pytań, wątpliwości, dezyderatów, itp.). Ta wiedza pozwoli ze znacznym wyprzedzeniem zapobieć zdarzeniom, które doprowadziły np. do utrącenia "superprojektu" ;) ACTA.Ad 3. ("I co to...") Trafiony zatopiony! Żadnych zobowiązań ze strony konsultujących (bo do żadnych ustaleń dojść nie może, nieformalny charakter spotkań), a "zgłaszanie obaw" przez konsultowanych pozwoli w zarodku, na poczekaniu rozwiać "wszelkie wątpliwości".Pani Katarzyno,proszę zachować czujność, gdyż dostrzegam tu działania w myśl starej zasady:"róbta, róbta, a ja wam... nie bójta się". :)Pozdrawiam - J.

TTIP wg Poula Craiga Robertsa (sekretarz skarbu w gabinecie Reagana):

"Obama’s US Trade Representative, who has been negotiating secret “trade agreements” in Europe and Asia that give US corporations immunity to the laws of all countries that sign the agreements, has threatened WTO penalties if Europe’s communications network excludes the US companies that serve as spies for NSA. Washington in all its arrogance has told its most necessary allies that if you don’t let us spy on you, we will use WTO to penalize you.

So there you have it. The rest of the world now has the best possible reason to exit the WTO and to avoid the Trans-Pacific and Trans-Atlantic “trade agreements.” The agreements are not about trade. The purpose of these “trade agreements” is to establish the hegemony of Washington and US corporations over other countries."

http://www.paulcraigroberts.org/2014/04/06/obama-issues-threats-russia-n...

Do Anonima poniżej.

Fragment TTIP mówiący o tzw. arbitrażu może być dla Polski niebezpieczny. Ostatnio w telewizji mówili, że Polska ma opóźnienia we wprowadzaniu unijnych dyrektyw i płaci milionowe kary za to. Jeśli TTIP wejdzie w życie i jakaś dyrektywa unijna będzie kolidować z modelem biznesowym amerykańskich korporacji, które otworzą u nas swoje oddziały to:

- jeśli przyjmiemy dyrektywę EU, która uderzy w interesy danej korporacji to korporacja ta nas może oskarżyć, że działamy na jej niekorzyść i zażądać odszkodowania

- jeśli nie wprowadzimy takiej dyrektywy EU w życie w naszym kraju to korporacje międzynarodowe będą "happy", ale będziemy płacić za opóźnienia we wprowadzaniu tych dyrektyw.

Czyli tak czy siak będziemy w plecy. Chyba, że po podpisaniu TTIP cała polityka UE będzie podporządkowana korporacyjnym interesom i nie będzie konfliktów (tylko czy taka synergia urzędniczo-korporacyjna będzie dobra dla ogółu obywateli EU?).

Jeszcze jedna sprawa. Nasi politycy mówią, że jak UE podpisze TTIP to amerykanie zniosą nam wizy. Przecież tego bełkotu o wizach już nie można słuchać. Jeździmy za USA na każdą ich wojnę i jeszcze nie mamy wiz. Jeszcze musimy spełnić jakieś warunki (np. podpisać TTIP, najlepiej nie czytając uprzednio tej umowy). Ja osobiście mam gdzieś te zniesienie wiz do USA. Nie chce być klepany po ramieniu przez Wuja Sama. Chcę poznać zapisy traktatu zanim EU podpisze go w imieniu swoich obywateli.

Dodaj komentarz