Póki algorytmy będą się karmić emocjami, przemoc będzie wiralem

Artykuł
13.10.2026
7 min. czytania
Tekst
Image
Ludzie wpatrzeni w ekrany siedzą na ławce. Dotyka ich macka ośmiornicy

W związku z atakami w szkołach rząd przyspieszył prace nad „ustawą o bezpieczeństwie w Internecie”. Nowe przepisy mogą punktowo usprawnić walkę z nielegalnymi treściami w polskiej sieci, ale problem „wiralowej przemocy” skutecznie może rozwiązać tylko Komisja Europejska.

Ustawa w obecnym kształcie ani nie doprowadzi do cenzury w Internecie, ani nie ustrzeże nas przed radykalizacją młodzieży i kolejnym atakiem na szkolnym korytarzu. Jest potrzebna, ale z innych względów niż te, o których mówił Donald Tusk.

Algorytmy lubią przemoc

„Po raz pierwszy polski nastolatek poszedł do szkoły po to, żeby zabić i ten akt sfilmować” – powiedział na konferencji prasowej 8 października 2026 r. premier Donald Tusk. Nie wiemy, co pchnęło chłopca do takiego działania. Prawdopodobnie liczył na to, że relacja rozejdzie się szeroko w sieci. I prawdopodobnie tak by się właśnie stało. Ludzie reagują na treści, które wzbudzają silnie emocje, a algorytmy platform (anty)społecznościowych podbijają to, co się klika. Nie życzą nam źle. Ich jedynym celem jest maksymalne „zaangażowanie użytkownika”, bo za nim idą zyski z reklam. Ale właśnie w ten sposób treści ukazujące przemoc stają się wiralem.

Tak długo, jak będziemy akceptować model biznesowy big techów, w którym liczy się tylko klikalność i zysk z reklam, młodzi ludzie – od najmłodszych lat poddani wpływom algorytmów i warunkowani przez uzależniające funkcjonalności platform – mogą czuć pokusę nagrywania i wrzucania do sieci „mocnych” (i coraz mocniejszych) materiałów. Dlatego polski rząd powinien głośno domagać się zmiany algorytmów TikToka czy YouTube’a, które takie treści podbijają i kreują niebezpieczne trendy. 

Prezes UKE bez guzika „usuń treść”

Ustawa, która trafiła do Senatu, wbrew zapowiedziom Premiera, raczej nie zapobieże kolejnym aktom przemocy. Owszem, Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej będzie mógł nakazywać platformom usuwanie nielegalnych treści, na które platformy same nie zareagowały. Jednak sięgnie tylko tam, gdzie pozwoli mu katalog 27 czynów z kodeksu karnego wymienionych w ustawie (chodzi m. in. o: obrazy seksualnego wykorzystywania dzieci, mowę nienawiści, przyjęcie zlecenia zabójstwa, oszustwa finansowe czy groźby karalne). 

Być może Prezes UKE rozprawi się ze scamerskimi reklamami wykorzystującymi wizerunek celebryty albo twojej babci, ale już nie z powszechnym internetowym hejtem, który nie przekracza granic wolności słowa, czy deepfejkami wykorzystującymi podobiznę internetowego celebryty i koleżanki z klasy (chyba, że będzie to miało związek z jednym z 27 czynów zabronionych). O ile ten katalog nie ulegnie wydłużeniu, ani Prezes UKE, ani sąd nie będą w stanie zablokować treści zawierających sceny przemocy lub przemoc gloryfikujących. 

Co jeszcze ważniejsze, Prezes UKE nie będzie miał na biurku czerwonego guzika „usuń treść”. Będzie mógł nakazać platformie usunięcie dostępu do wskazanej treści, ale wykonać ten nakaz będzie mogła tylko sama platforma. Zanim to się stanie, filmik z zabójstwa czy gwałtu może się wyświetlić setkom tysięcy czy nawet milionom osób. Można go pobrać na swoje urządzenie, a następnie ponownie wrzucić na inną platformę. Nowa ustawa nie odpowiada na ten problem.

Czy rząd będzie blokować treści w Internecie?

W polskim prawie nie ma jeszcze przepisów, na podstawie których sąd albo prokurator mógłby zwrócić się do właściciela platformy (bezpośrednio albo poprzez regulatora rynku takiego jak Urząd Komunikacji Elektronicznej) i zażądać – przynajmniej tymczasowego – zablokowania nielegalnych treści.

Dedykowanej, szybkiej ścieżki nie ma nawet dla obrazów seksualnego wykorzystywania dzieci (CSAM) zgłaszanych platformom przez policję, prokuraturę lub Dyżurnet.

To jedna z luk w prawie, które rząd próbował załatać przy okazji wdrożenia aktu o usługach cyfrowych (DSA). Pierwsza próba zakończyła się prezydenckim wetem w styczniu 2026 r. Druga – to procedowana właśnie w Senacie nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (przez rząd ochrzczona „ustawą o bezpieczeństwie w sieci”). Jeśli się powiedzie, zyskamy instrumenty do punktowego zwalczania nielegalnych treści (ze wspomnianego wcześniej katalogu 27 przestępstw) na wielkich platformach internetowych. Jednym z „beneficjentów” ustawy będzie Rafał Brzoska, który od miesięcy toczy walkę z oszukańczymi reklamami wykorzystującymi wizerunek jego i jego żony – łatwiej będzie mu domagać się usunięcia przynajmniej tych reklam, które podpadają pod paragraf „oszustwo finansowe”.

Unia walczy o bezpieczny Internet dla wszystkich

Od 2022 r. największe platformy takie jak Facebook, TikTok i Youtube mają (wynikający z DSA) obowiązek spowiadać się co roku z tego, jak dbają o to, żeby ich usługi nie szkodziły m.in. prawom człowieka, zdrowiu publicznemu i procesom demokratycznym. Powinny więc z własnej inicjatywy, zanim „mleko się wyleje”, przeciwdziałać np. promowaniu niebezpiecznych internetowych wyzwań, rozprzestrzenianiu dezinformacji czy treści gloryfikujących przemoc.

Jeżeli Komisja Europejska uzna, że platformy robią na tym polu zbyt mało albo ich działania są chybione, może nałożyć na nie kary finansowe (do 6% rocznego obrotu). W ostateczności w porozumieniu z krajowymi organami może nawet tymczasowo zawiesić ich prawo do świadczenia usług w Unii Europejskiej.

Po 4 latach od wejścia w życie DSA widać, że platformy grają na zwłokę, nie kwapiąc się do głębokich zmian, które mogłyby negatywnie odbić się na ich przychodach z reklam. Dlatego – wbrew własnym regulaminom – wpuszczają do swoich serwisów osoby poniżej 13. roku życia. I dlatego ich algorytmy nadal podbijają najbardziej angażujące (czytaj: sensacyjne, budzące emocje, szczególnie lęk lub gniew), a nie najbardziej wartościowe treści.

Komisja Europejska prowadzi kilkanaście postępowań w sprawie naruszeń DSA. Te najważniejsze (z naszej perspektywy) dotyczą uzależniającego potencjału serwisów projektowanych przez TikToka i Metę. Komisja oczekuje, że platformy zmienią swoje algorytmy tak, by nie angażowały uwagi użytkowników za wszelką cenę.

I nie poprzestaje na oczekiwaniach. We wrześniu Ursula von der Leyen ogłosiła projekt EU Kids Act, który ma wymusić na firmach technologicznych (również producentach gier i komunikatorów) bezpieczne projektowanie usług, do których dostęp mają osoby poniżej 18. roku życia. Nowa regulacja ma zakazać stosowania w Unii Europejskiej mechanizmów uzależniających, takich jak niekończące się feedy, autoodtwarzanie filmów wideo czy bombardowanie powiadomieniami. Jeśli serwisy takie jak Instagram czy YouTube będą nadal chciały świadczyć usługi 13-latkom, będą też musiały naprawić swoje algorytmy.

Na bezpieczny Internet obiecywany przez premiera Tuska przyjdzie nam jeszcze poczekać. Ale to, że polski rząd nie czeka biernie, aż Bruksela rozprawi się z modelem biznesowym big techów, to dobra wiadomość. Są sprawy, które możemy załatwić sami i nie warto ich dłużej odwlekać.

[1] Poza sytuacjami wyjątkowymi (np. blokowanie CSAM), użytkownicy i użytkowniczki będą mogli odwołać się od decyzji Prezesa UKE zanim zostanie przekazana platformie.

Newsletter

Otrzymuj informacje o działalności Fundacji

Twoje dane przetwarza Fundacja Panoptykon w celu promowania działalności statutowej, analizy skuteczności podejmowanych działań i ewentualnej personalizacji komunikacji. Możesz zrezygnować z subskrypcji listy i zażądać usunięcia swojego adresu e-mail. Więcej informacji o tym, jak przetwarzamy twoje dane i jakie jeszcze prawa ci przysługują, w Polityce prywatności.