Dramatyczna końcówka obrad w Dubaju: porażka ITU

Artykuł

Głównym celem Światowej Konferencji Telekomunikacyjnej (WCIT) było znowelizowanie przyjętych w 1988 r. Międzynarodowych Przepisów Telekomunikacyjnych (ITR). To wydarzenie, organizowane pod auspicjami Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU), miało przynieść przełom i dostosować przestarzały traktat do wyzwań współczesnego świata. Jednak na finiszu negocjacje przybrały dramatyczny obrót i ostatecznie zakończyły się fiaskiem.

Organizacje społeczne zajmujące się wolnością w sieci z ogromnym zainteresowaniem śledziły wydarzenia w Dubaju. Od wielu miesięcy mówiły o zagrożeniach dla funkcjonowania Internetu, jakie może przynieść rewizja ITR. Państwa takie jak Rosja czy Chiny zgłaszały propozycje poprawek uderzające w prawa człowieka, w tym postulat poszerzenia mandatu ITU o kwestie związane z zarządzaniem Internetem. Amerykańska Izba Reprezentantów i Parlament Europejski zgodnym głosem apelowały o nieprzyjmowanie tych propozycji. Takie było również ostatecznie stanowisko polskiego rządu. Choć obecny system zarządzania siecią pozostawia sporo do życzenia i niewątpliwie wymaga reformy, ITU - jako organizacja archaiczna i nietransparentna - nie jest do tego odpowiednim forum.

Codzienne, wielogodzinne i przeciągające się do nocy obrady WCIT przynosiły wiele niespodzianek. Niektóre kontrowersyjne poprawki do traktatu były wycofywane, by później pojawić się znowu w lekko zmienionej formie. Wiele sporów wywołała propozycja zawarcia w preambule odniesienia do praw człowieka. Przeciw takiemu rozwiązaniu protestowały m.in. Chiny, Algiera i Iran. Wreszcie 11 grudnia przewodniczący konferencji przedstawił kompromisowe propozycje zmian, które miały uwzględniać interesy wszystkich regionów. To rozwiązanie okazało się jednak dalekie od ideału.

Prawdziwe trzęsienie ziemi rozpoczęło się w środę w nocy. Do tekstu ITR dołączono rezolucję odwołującą się bezpośrednio do Internetu. Władze ITU podkreślały, że ma ona niewiążący charakter, więc postawa grupy państw, które sprzeciwiały się jej przyjęciu, jest w tym przypadku nieuzasadniona. Rezolucja rzeczywiście ma niewiążący charakter, jednak może stanowić pomocniczy tekst w interpretacji samego traktatu. Oznacza to, że jej postanowienia nie są bez znaczenia, a jej przyjęcie niesie za sobą daleko idące konsekwencje polityczne.

Choć wspomniana rezolucja wywołała największe poruszenie, niepokoić mogą również niektóre niejasne postanowienia ostatecznej wersji traktatu, dotyczące np. walki ze spamem czy współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Mimo to podczas czwartkowych obrad przedstawiciele większości państw zagłosowali za przyjęciem kontrowersyjnej wersji zrewidowanego traktatu. Ale nie wszyscy: część delegacji wyłamała się. Traktatu nie podpiszą m.in. Polska, USA, Kanada, Wielka Brytania, Szwecja, Dania i Kenia. Nasze władze najwyraźniej odrobiły lekcję ACTA: polska reprezentacja w trakcie negocjacji agitowała za włączeniem do ITR odniesienia do praw człowieka i pozostawieniem Internetu poza traktatem. Obecny na szczycie minister Michał Boni zapowiedział, że Polska przeprowadzi konsultacje społeczne, dotyczące znowelizowanej wersji traktatu.

Co taki wynik głosowania oznacza dla obowiązywania samego traktatu? Sytuacja jest skomplikowana i wymaga interpretacji w oparciu o Konstytucję ITU oraz Konwencję wiedeńską o prawie traktatów. Prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której równolegle funkcjonować będą dwie wersje ITR. Dla państw takich jak Polska czy USA wersją obowiązującą będzie ta pochodząca z 1988 r. Natomiast, jeżeli umowa z 2012 r. wejdzie w życie, będzie wiązać jedynie państwa, które do niej przystąpiły. Trudno dzisiaj ocenić, w jaki sposób wpłynie to na rozwój sektora telekomunikacyjnego i Internetu.

Obok aspektów prawnych, niezwykle istotne są też konsekwencje polityczne szczytu w Dubaju. Obrady unaoczniły głębokie podziały między państwami, dotyczące koncepcji globalnego zarządzania Internetem. Ujawniły one również słabość samego ITU, który ze swoimi procedurami tkwi najwyraźniej w latach 70. ubiegłego wieku.

Wydarzenia w Dubaju zapewne ożywią dyskusję dotyczącą zarządzania Internetem. Tym bardziej, że już w przyszłym roku, w Genewie odbędzie się kolejna ważna konferencja - World Summit on the Information Society Forum - w czasie której ma być nowelizowana Konstytucja ITU. Gorącym punktem w dyskusji z pewnością będzie sposób funkcjonowania Internetowej Korporacji ds. Nadawania Nazw i Numerów (ICANN) i kierunki jej ewentualnej reformy. By tego typu dyskusje w ogóle miały sens, muszą się odbywać się przy udziale wielu środowisk: rządów, organizacji społecznych i biznesu. Głównym problemem ITU jest brak takiej reprezentacji.

Jędrzej Niklas, Małgorzata Szumańska, Katarzyna Szymielewicz

Opinia polskich organizacji pozarządowych dotycząca procesu rewizji ITR

Dodaj komentarz