Miliony zapytań, jeden problem

Artykuł

Jak podał dziś Urząd Komunikacji Elektronicznej, w 2013 r. operatorzy otrzymali 1,75 mln zapytań o dane telekomunikacyjne – m.in. billingi i lokalizację – od wszystkich uprawnionych do tego organów  (włączając sądy i prokuratorów). Policja i służby twierdzą tymczasem, że tylko one skierowały do operatorów telekomunikacyjnych ponad 2 mln zapytań. Jedyny wniosek: nadal nie wiemy, jak często są pobierane dane, które generują nasze telefony i komputery. Wiemy natomiast, że te dane wystarczą, by dowiedzieć się bardzo dużo o każdym z nas.

Liczby, liczby…

Co roku operatorzy telekomunikacyjni przekazują UKE informacje o ilości zapytań o dane telekomunikacyjne, jakie otrzymali od sądów, prokuratorów, policji i innych służb. W 2011 r. było to 1,87 mln, w 2012 r. – 1,76 mln, a w minionym roku – 1,75 mln zapytań, ponad 100 tys. mniej niż dwa lata wcześniej. Czy zatem zainteresowanie naszymi danymi spada? Informacje zebrane przez Fundację Panoptykon od policji i większości służb tej tendencji nie potwierdzają – służby drugi rok z rzędu „przyznają” się do ponad 2 mln zapytań.

W rzeczywistości nikt nie wie, jaka jest skala zjawiska. Składając sprawozdanie do UKE, jeden operator żądanie udostępnienia 1 tys. rekordów z bazy danych w jednej sprawie może policzyć jako pojedyncze zapytanie, a inny jako tysiąc zapytań. Służby również nie mają jednolitego wzorca liczenia, co to jest jedno zapytanie. Dlatego nie należy przywiązywać zbyt wielkiej wagi do publikowanych liczb.

Gdzie jest problem?

Problem leży nie w liczbach, a mechanizmie, który pozwala na sięganie po dane bez jakiejkolwiek kontroli

Dane telekomunikacyjne – billingi, informacje o naszej lokalizacji i dane, które sami podajemy operatorom – to prawdziwa kopalnia informacji. Naukowcy z renomowanego Massachusetts Institute of Technology ustalili, że na podstawie danych telekomunikacyjnych tylko z jednego miesiąca można odtworzyć sieć kontaktów i w 90% przypadków ustalić tożsamość osób należących do tej sieci. Co więcej, aż w 95% przypadków na podstawie danych telekomunikacyjnych można przewidzieć, gdzie dana osoba znajdzie się w ciągu kolejnych 12 godzin. Potencjał generowanych przez nas metadanych potwierdził również niedawny eksperyment przeprowadzony na Uniwersytecie Stanforda – ochotnicy zainstalowali na swoich telefonach aplikację, która przekazywała badaczom te same dane, do których dostęp mają służby. Na ich podstawie badacze ustalili, kto z badanych odwiedza kluby ze striptizem czy sklepy z bronią, dzwoni do Anonimowych Alkoholików lub szuka prawników zajmujących się rozwodami.

W Polsce dostęp do tych kategorii danych nie podlega żadnej zewnętrznej kontroli: policja i inne służby (Straż Graniczna, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Żandarmeria Wojskowa, kontrola skarbowa, służba celna i Służba Kontrwywiadu Wojskowego) przed sięgnięciem po dane nie muszą pytać nikogo o zgodę. Nawet, jeśli służby zbierają dane o konkretnej osobie – sprawdzają jej położenie czy listę kontaktów – mogą skorzystać ze specjalnego interfejsu, który umożliwia im bezpośredni dostęp do danych. Taka możliwość istnieje nie tylko w poważnych sprawach (np. rozpracowywania siatek przestępczych), ale również w przypadku podejrzeń o błahe występki. Brak wiarygodnych danych na temat skali tego zjawiska tylko pogłębia problem.

Co dalej?

Najwyższa Izba Kontroli w opublikowanych w październiku wynikach kontroli, w której badała sięganie przez służby po billingi i inne dane telekomunikacyjne, stwierdziła: „obowiązujące przepisy nie chronią w stopniu wystarczającym praw i wolności obywatelskich przed nadmierną ingerencją ze strony państwa”.

Po kilku latach debat i krytyki obecnych rozwiązań przez rozmaite podmioty zajmujące się ochroną praw człowieka, nareszcie pojawiła się szansa zmiany przepisów. Senat już rozpoczął prace nad projektem ustawy ograniczającej uprawnienia służb, a Trybunał Konstytucyjny na początku kwietnia zajmie się wnioskami Rzecznik Praw Obywatelskich i Prokuratora Generalnego w sprawie uprawnień służb specjalnych, również dostępu do billingów. Jeśli stwierdzi ich niekonstytucyjność, wreszcie przestaniemy dyskutować o liczbach, z których nie można wyciągać żadnych wniosków, a przejdziemy do dyskusji nad tym, w jaki sposób ograniczyć możliwość ingerencji służb w naszą prywatność do niezbędnego minimum.

Wojciech Klicki

Polecamy:

Gazeta Wyborcza: Trybunał zajmie się inwigilacją (infografika prezentująca aktualne dane)

Fundacja Panoptykon: Telefoniczna kopalnia informacji. Przewodnik

Dodaj komentarz