To nie błąd, tylko logiczna konsekwencja modelu biznesowego Facebooka!

W skrócie
facebook_data

W medialnej burzy, jaką wywołał Christopher Wylie (były dyrektor ds. badań Cambridge Analytica), ujawniając skalę danych, jakie przez aplikację thisismydigitallife przepływały z Facebooka do firmy obsługującej kampanię Donalda Trumpa, powracało sformułowanie „wyciek danych”. Tak jakby w tej aferze Facebook był bierną ofiarą, której „coś wyciekło”. To coś to szczegółowe profile 50 milionów użytkowników. I nie, wcale nie wyciekło, tylko zostało przekazane zgodnie z ówcześnie obowiązującymi zasadami działania aplikacji na platformie.

Wtedy, kiedy Aleksander Kogan kusił użytkowników swoim psychologicznym quizem (niekoniecznie ujawniając, że aplikacja thisismydigitallife będzie miała dostęp nie tylko do profilu osoby, która z niej korzysta, ale też do profili wszystkich jej znajomych!), takie działanie było na Facebooku standardem, z którego chętnie korzystali także inni deweloperzy. W efekcie nie wiemy, ile naszych danych w tamtym okresie zostało wyprowadzonych z portalu i w jakich celach, komercyjnych czy politycznych, zostało wykorzystane.

W aferze Cambridge Analytica Facebook nie był bierną ofiarą. Profile 50 milionów użytkowników, nie "wyciekły" z serwisu, ale zostały przekazane zgodnie z ówcześnie obowiązującymi zasadami działania Facebooka.

Potwierdza to sam Zuckerberg, który – przepraszając za to, co się stało – jednocześnie tłumaczy, że portal dopiero cztery lata temu zmienił swoją politykę i przestał dopuszczać aplikacje, z których korzystamy, do danych naszych znajomych. Dziś tak szeroki transfer – bez autoryzacji ze strony poszczególnych użytkowników – naruszałby regulamin Facebooka i prawo europejskie, którego portal musi przestrzegać. Nie zmienia to jednak faktu, że Facebook istnieje właśnie po to, żeby eksploatować nasze dane – odczytywać je z okruchów pozornie nieistotnych informacji i zlepiać w wartościowe profile. Czy zrobi to swoimi rękami (na swoich serwerach, w oparciu o własne algorytmy) czy za pomocą innej firmy, to sprawa drugorzędna. W mediach społecznościowych naprawdę funkcjonujemy jak ludzka biomasa – przetwarzana w celach, które wyznacza ktoś inny – a nie jak klienci i odbiorcy informacji. Czy jesteśmy w stanie to zmienić?

Okiem Panoptykonu o Cambridge Analytica:

W mediach:

Sprawdź swój poziom wiedzy o tym, jak działają media społecznościowe:

Katarzyna Szymielewicz

Wesprzyj naszą walkę o wolność i prywatność. Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon lub przekaż nam 1% swojego podatku (KRS: 0000327613).

Komentarze

Sz. Panoptykonie i inni komentujący:
Jak już kilka lat temu pokazywałem do czego w EU może prowadzić korzystanie z FB/Twittera/Youtube FTY to większość patrzyła na mnie ze zdziwieniem czy dobrze się czuję, a teraz będziecie szukać prawnej pomocy wyjścia z tego bagna - to nie będzie łatwe. Trzeba było wcześniej zadbać o swoje/nasze prawa..... zapraszam do czytania, może teraz będzie to się bardziej podobać i da do myślenia.
To napisałem w 2011: http://iszkowski.eu/syndrom-fty
To powiedziałem i napisałem w 2015: http://iszkowski.eu/jsrwenecki
Tutaj to co wyżej podsumowałem: http://iszkowski.eu/kolonizacja

Od dawna Panoptykon pisał źle o FB, YT, Google, Microsofcie (aka Windows 10), więc nie widzę tu potrzeby reklamowania marnego bloga, który przedstawia tylko jeden punkt widzenia. A zarzucanie, że między innymi Panoptykon na śledzenie krzywo patrzył raczej jest nieporozumieniem.

Jednak o ile są programy do blokowania w domu wtyczek G+, FB itp., o tyle działania w sferze publicznej (prawo pracy, nadmierny monitoring (setki kamer na dworcu centralnym, kamery w biletomatach) wymaga większych działań i to na poziomie prawa, które skończą tą inwigilację.

Tak więc Panie Wacławie, będę wdzięczna za linki do materiałów jak wygląda szpiegowanie, najlepiej z cudzej domeny (wikileaks, opracowania szczególnie technologiczne, opracowania jak się bronić przed inwigilacją).

Dodaj komentarz