Prywatność vs. inwigilacja przed amerykańskim Sądem Najwyższym – z panoptykonowym akcentem

W skrócie

W najbliższym czasie amerykański Sąd Najwyższy ma rozstrzygnąć sprawę Stany Zjednoczone przeciwko Microsoft. Microsoft na podstawie sądowego nakazu został zobowiązany do wydania e-maili oraz innych informacji o koncie w związku z toczącą się sądową sprawą dotyczącą handlu narkotykami. Korporacja spełniła swój obowiązek, jednak jedynie w stosunku do danych przechowywanych na serwerach zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych, odmawiając tym samym wydania e-maili przechowywanych w Irlandii. Argumentem na rzecz takiej decyzji był fakt, że amerykańskie sądy nie mają prawa do wyrokowania o losach danych znajdujących się poza terytorium Stanów Zjednoczonych.

Rozstrzygnięcie owej precedensowej sprawy będzie mieć kluczowe znaczenie dla prywatności użytkowników na całym świecie – będzie ono bowiem podstawą do podejmowania decyzji w innych, analogicznych przypadkach. Większość z nas korzysta z usług podmiotów zarejestrowanych w Stanach Zjednoczonych (takich jak Facebook czy Google), a przechowujących dane na serwerach w Europie, gdzie prawo bardziej chroni prywatność użytkowników. Dlatego też, mimo że sprawa toczy się na co dzień przed odległym nam Sądem Najwyższym Stanów Zjednoczonych, wszyscy znajdziemy się w orbicie wpływu orzeczenia, które zapadnie.

Privacy International, brytyjska organizacja pozarządowa walcząca o prywatność użytkowników na całym świecie, wystosowała przy tej okazji opinię przyjaciela sądu, w której opowiada się po stronie interpretacji Microsoftu, wskazując zagrożenia dla prywatności, jakie zrodziłoby przyznanie władzom amerykańskim prawa dostępu do danych zlokalizowanych poza Stanami Zjednoczonymi. Pod tą opinią podpisała się także Fundacja Panoptykon.

Opinia amici curiae w sprawie US v. Microsoft

Wesprzyj naszą walkę o wolność i prywatność. Wpłać darowiznę na konto Fundacji Panoptykon lub przekaż nam 1% swojego podatku (KRS: 0000327613).

Komentarze

Sprawa oczywiście ciekawa, ale mimo wszystko mało ważna, bo dotyczy jedynie zapisów na serwerach prywatnej firmy.
Po tysiąckroć groźniejsze jest podsłuchiwanie rozmów telefonicznych i e-maili z całego świata przez służby Pięciorga Oczu - bez żadnych ograniczeń.

Używać i tak na wszelki wypadek tylko Linuxa lub ReactOSa, gdy ten projekt w końcu uda im się skończyć sukcesem. Microsoft nie powinien mieć prawa nawet zebrać tego adresu z Irlandii. Szpiegoskie dziadostwo ten Windows 10.

Dodaj komentarz