Wniosek drąży skałę

Artykuł

Nie sposób przecenić znaczenie dostępu do informacji publicznej w praktyce funkcjonowania organizacji strażniczej. Dzięki obowiązkowi udostępniania informacji łatwiej jest poznawać otaczającą nas rzeczywistość – wiemy, ile kamer jest w Warszawie, jakie stanowisko zajmuje rząd w sprawie reformy ochrony danych osobowych, czy ile razy Policja sięgała po dane telekomunikacyjne w 2012 r. Ale informacja publiczna to również informacja o zamierzeniach władzy wykonawczej i ustawodawczej. Teraz próbujemy się dowiedzieć, jak i kiedy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zamierza uregulować kwestię monitoringu i retencji danych.

O tym, że niezbędne jest uregulowanie funkcjonowania monitoringu wiedzą wszyscy zainteresowani: firmy ochroniarskie, Policja, również Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Odbyło się nawet jedno „robocze” spotkanie, jednak potem zapadła cisza. Podobna sytuacja konsensusu co do potrzeby reformy istnieje w zakresie zasad sięgania przez Policję i inne służby po dane telekomunikacyjne: billingi, dane abonenckie czy geolokalizacyjne. W idealnym świecie władza wykonawcza – jako odpowiedzialna za tworzenie projektów przepisów – podjęłaby wyzwanie: organizowała spotkania eksperckie, konsultacje społeczne i ostatecznie przygotowała projekt przepisów.

Jednak nie żyjemy w idealnym świecie – rzekomo gotowa już propozycja reformy zasad dostępu do danych telekomunikacyjnych nie ujrzała dotychczas światła dziennego, a prowadzone „konsultacje” toczą się w ślimaczym tempie i można odnieść wrażenie, że mają jedynie przysłonić brak realnych działań. Podobnie z monitoringiem – wspomniane spotkanie odbieramy jako listek figowy, którym chce się zasłaniać MSW, mówiąc „przecież pracujemy!”

Co w takiej sytuacji pozostaje obywatelom? My postanowiliśmy wykorzystać narzędzie w postaci wniosku o informację publiczną. Spytaliśmy, kiedy Minister Spraw Wewnętrznych planuje przygotować przepisy regulujące zasady dostępu Policji i innych służb do danych telekomunikacyjnych i czy w Ministerstwie trwają prace nad ustawą o monitoringu. Być może zadawanie takich pytań jest naiwnością: najprawdopodobniej dostaniemy odpowiedź pełną formalizmów i okrągłych zdań, z niewiele będzie wynikać. To jednak nie powód, żeby rezygnować z przypominania o wadze problemu. „Wnioskowa” kropla drąży skałę...

Wojciech Klicki

Komentarze

Publiczne wyjaśnienie i udokumentowanie podstaw przekonania, że: "(...) najprawdopodobniej dostaniemy odpowiedź pełną formalizmów i okrągłych zdań, z [której] niewiele będzie wynikać. (...)", mogłoby nie mniej przysłużyć się ochronie prywatności niż kontrola ministerialnych knowań inwigilacyjnych. Nieegzekwowanie prawa do informacji publicznej niweczy demokrację. Informacja publiczna w państwie demokratycznym służy sprawowaniu przez obywateli rzeczywistej władzy, stanowiącej istotę demokracji (art. 4 Konstytucji: "Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej należy do Narodu") i obejmującej kontrolę pracy urzędników. Demokratycznego państwa prawnego i gwarantowanych w nim praw obywatelskich, w tym prawa do prywatności, nie uda się utrzymać bez nieustannej publicznej kontroli pracy urzędników i bez publicznego dyskutowania stawianych im zarzutów. Obecnie nawet zarzut recydywy w sprzecznym z Konstytucją powoływaniu sędziów (http://archi.wiki.praw.pl/2kh7xqfslhr) unika publicznej dyskusji.

W Panoptykonie bardzo staramy się konsekwentnie wykorzystywać, w tym egzekwować, prawo dostępu do informacji publicznej. Dostęp do niej jest jednym z ważniejszych instrumentów, jakimi się posługujemy.

Natomiast moje przekonanie (a raczej obawy) co do odpowiedzi, jaką otrzymamy nie biorą się z niczego: dla przykładu już raz pytaliśmy MSW o plany legislacyjne (w zakresie retencji). Cytuję otrzymaną wówczas (w październiku ubiegłego roku) odpowiedź:

Być może powinniśmy uznać, że nie stanowi to precyzyjnej odpowiedzi na nasz wniosek i walczyć o to przed sądem administracyjnym. Niestety nie mamy zbytnio możliwości (zwłaszcza czasowych), żeby walczyć z tak sformułowanymi odpowiedziami.

"Uprzejmie informuję, że w związku z licznymi uwagami zgłoszonymi do projektu założeń do projektu powyższej ustawy zostanie opracowany i ponownie skierowany do konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych nowy projekt, nie został jednak wyznaczony konkretny termin jego procedowania."

A co z tej odpowiedzi wynika - w zasadzie nie wiele. Przy czym (żeby nie było wątpliwości) od października pojawił się jeden projekt - opiniowaliśmy go na przełomie roku, ale potem zapadła głucha cisza... 

W mediach, bodaj na początku poprzedniego tygodnia, ukazała się zajawka o projekcie ustawy, którą nazwaliście Państwo ustawą przeciw „wielkiemu bratu”.
Wówczas w cytatach przedstawiciela ministerstwa, padały słowa, że chodzi o ograniczenia nagrywania w przestrzeni publicznej.

Pomysł jest zacny, nasza prywatność jest cenna.

Jednak mnie zastanawia inny aspekt tej sprawy. Żyjemy w państwie, które - co tu dużo mówić - jest skorumpowane, państwie gdzie jest mnóstwo błędów lekarskich, wreszcie, państwie, którego instytucje w swoich postępowaniach łamią prawa człowieka.

W przeważającej części przypadków, brak jest dowodów w postaci protokołów, notatek itp. dokumentów urzędowych. W sądzie, zeznania poszkodowanego/pokrzywdzonego często są jedynym dowodem potwierdzającym stawiane przez nich tezy stanowiące o uprawdopodobnieniu aktu oskarżenia/powództwa.

W ostatnich 10 latach zaczęło się to zmieniać, to za sprawą taniej elektroniki (dyktafonów, kamer), Ludzie uzyskali możliwość udowadniania stawianych tez. Nagranie, samo w sobie nie kłamie w przeciwieństwie do źródła dowodowego z zeznań świadka, które często „mija się z prawdą”. Szczególnie gdy jest to „kolega” sprawcy np. zatrudniony przez tą samą jednostkę „resortową”. Patrz casus kopanego 1.11.2011 demonstranta.

Po tym przy długim wstępie zadam pytanie:
Czy ta ustawa nie ograniczy nam prawa do pozyskiwania środków dowodowych aby zapewnić sobie prawo do rzetelnego procesu. (nie tylko formalnie ale i materialnie rzetelnego)?

Oczywiście, gdyby taki zakaz ustawowo został wprowadzony, można by próbować odwołać się do kontratypu ale czy to nie spowoduje, że wystraszeni groźbą kary ludzie, nawet przymuszani do korupcji, nie zdecydują się na utrwalenie przebiegu zajścia w którym nakłania się ich do dawania korzyści majątkowej?

Mam wrażenie, że pod hasłami szczytnych idei, ograniczenia służbom uprawnień inwigilacyjnych, ograniczeni zostaną zwykli obywatele. W mojej ocenie wpłynie to negatywnie na transparentność życia publicznego.

pm

[odpowiedziałem Panu w komentarzu pod tekstem: "Czy doczekamy się ustawy "o wielkim bracie"]

Dodaj komentarz