Kamerowe wolty w Krakowie

Artykuł
Kamery

Kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy o projekcie „monitoringu totalnego” w Krakowie, nie mieliśmy najmniejszego problemu, żeby wypunktować jego wady. Pomysł na instalowanie kamer na każdej latarni i monitorowania każdego centymetra przestrzeni publicznej to „czysta fantastyka, diagnoza sytuacji – daleka od rzetelnej, obietnice zlikwidowania przestępczości – palcem na wodzie pisane, a koszty i negatywne skutki całej operacji, w tym dla prywatności mieszkańców, niewyobrażalne” – pisaliśmy w naszym pierwszym komentarzu na ten temat. Od tego czasu sporo się zmieniło, bo pod wpływem merytorycznej krytyki kolejne nierealne cele i kontrowersyjne funkcjonalności systemu odchodzą w niebyt. Czy wciąż jest się czego bać?

„To, co zowiem różą…”

W tym projekcie nie można polegać nawet na nazwie. Pomysł funkcjonujący pierwotnie jako „ślepe kamery” do budżetu miasta został wpisany jako System Pomocy 112 – monitoring wizyjny – program pilotażowy dla dzielnicy III Prądnik Czerwony”. Przez pomysłodawcę był opisywany pod hasłem „System pomocy 112 – monitoring bez utraty prywatności”, by wkrótce przeobrazić się w „Monitoring dzielnicowy”, a następnie „Cyncynat” (to odwołanie do postaci rzymskiego patrycjusza, dyktatora, uznawanego za wzór cnót obywatelskich, ma sprawić, żeby projekt budził pozytywne skojarzenia, zamiast – jak dotychczas – z Wielkim Bratem).

Projekt nie tylko zmienił nazwę, ale też utracił różne funkcje, w tym przycisk 112, który miał być umieszczony na każdej latarni i służyć do alarmowania odpowiednich służb. W pierwotnej wersji opisu umieszczonego w sieci przez pomysłodawcę miał to być „najważniejszy element” systemu. Jednak wygląda na to, że w pilotażu, który ma być realizowany na Prądniku Czerwonym, ta funkcjonalność się nie pojawi. Podobnie jak fonomonitoring, czyli możliwość głosowego upomnienia nieodpowiednio zachowujących się przechodniów, czy nagrywanie dźwięku („Uwaga, został aktywowany System Pomocy 112. Obraz i dźwięk jest nagrywany”), które początkowo miały odróżniać ten projekt od zwykłego miejskiego monitoringu. Tak przynajmniej wynika z odpowiedzi pomysłodawcy na pytania zadane przez Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego.

Ile i za ile?

W pierwszej wersji opisu projekt miał być po prostu „tani, a nawet bardzo tani”. Na Facebooku pomysłodawca zapowiadał, że 3 mln przyznane na pilotaż zostanie wykorzystane do montażu 3,5 tys. kamer na Prądniku Czerwonym. W drugiej wersji opisu projektu pojawiła się informacja, że projekt docelowo ma doprowadzić do oplecenia Krakowa siecią 100 tys. kamer („ok. 70 tysięcy kamer publicznych i ok. 30 tysięcy tzw. kamer spółdzielczych”) i kosztować 100 mln zł. Chociaż te szacunki wyglądały zupełnie nieprawdopodobnie, pojawił się chociaż jakiś konkret, do którego można było się odnieść. Szybko jednak potwierdziły się nasze przypuszczenia, że liczby te są wyssane z palca.

Pytany przez Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego o liczbę kamer, inne wątki techniczne oraz założenia finansowe autor projektu odpowiada: „Na to pytanie powinniśmy uzyskać odpowiedź po przeprowadzeniu tzw. dialogu technicznego”.

Wyraża zdziwienie pytaniem o szczegóły planowanej realizacji: „W mojej praktyce nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której przy zadaniach realizowanych przez budżet miasta od radnego miasta wymaga się przedstawienia projektu technicznego, gdyż to zadanie należy do odpowiednich ekspertów i urzędników”.

Dlaczego w takim razie sam kusił mieszkańców wizją 100 tys. kamer za 100 mln zł?

Nie prewencja, nie pomoc, tylko dowody

Na początku pomysłodawca projektu obiecywał nie tylko wyeliminowanie „pospolitej przestępczości”, ale też m.in. rozwiązanie problemu zaginięć, a nawet rozładowanie korków. Po zderzeniu tej wizji z wiedzą ekspertów i pytaniami o zgodność z prawem, okazało się, że pilotaż nie przybliży nas do wyeliminowania przestępczości. Wręcz przeciwnie: zaowocuje prawdopodobnie jej wzrostem – przynajmniej na poziomie oficjalnych statystyk – bo ofiary będą częściej zgłaszać się na policję. Funkcja pomocowa również wypadła z pilotażu wraz z przyciskiem 112, podobnie jak inne obietnice.

Druga wersja opisu projektu: Odpowiedź na pytanie Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego:

„NAJWAŻNIEJSZA jest funkcja prewencyjna, pozostałe funkcje są dodatkiem”.

„Cele projektu: jeden główny, dwa dodatkowe. Główny – redukcja przestępczości pospolitej praktycznie do zera (funkcja dowodowa, pomocy i prewencji). Dodatkowe: zlikwidowanie problemu z zaginięciami osób oraz zwiększenie bezpieczeństwa policjantów i strażników miejskich podczas interwencji w miejscach publicznych”.

„W programie pilotażowym będzie realizowana wyłącznie funkcja dowodowa, oparta na zasadach obecnie istniejącego monitoringu – po prostu po popełnieniu przestępstwa będziemy szukać sprawcy. Pozostałe funkcje, w tym zawarte w pytaniu, będą realizowane dopiero w pozostałych etapach, ale ich wprowadzenie będzie zależało od programu pilotażowego”.

Po takiej zmianie założeń projekt to nic innego jak gęsta i bardzo kosztowna sieć kamer. A to nie jest żadna innowacja, tylko realia wielu miast – choćby Londynu. A skuteczność takiego modelu została niejednokrotnie podważona.

Skąd będzie wiadomo, że działa?

A może w Krakowie będzie zupełnie inaczej? Może „innowacyjnemu pomysłowi” warto jednak dać szansę? Obiecywane w pierwotnej wersji projektu całkowite wyeliminowanie przestępczości i zaginięć było przynajmniej łatwe do weryfikacji, przynajmniej negatywnej: jeśli policja wciąż odnotowywałaby takie przypadki, byłoby jasne, że ambitny eksperyment się nie udał. Po modyfikacji koncepcji odpowiedź pomysłodawcy na pytanie Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego o obiektywne wskaźniki i mierniki oraz kryteria sukcesu, delikatnie mówiąc, zbija z tropu: „(…) podobnie jak przypadku tradycyjnego monitoringu, kryteria mogą być wyłącznie subiektywne”.

Subiektywne kryteria? Ten koncept jest równie „innowacyjny” jak sam projekt. Subiektywnie można odczytać go jako „nie wiem i nie obchodzi mnie to, bo mam rację i kropka”. W przypadku decydowaniu o wydawaniu publicznych pieniędzy i ograniczaniu praw obywateli taka argumentacja jest obiektywnie nie do przyjęcia.

Było sobie RODO

Jedyne ambitne założenie, z którego pomysłodawca – przynajmniej na razie – się nie wycofał, dotyczy konieczności obserwowania każdego centymetra przestrzeni publicznej. Ale jednocześnie zapewnia, że w swoich przestrzeniach prywatnych mieszkańcy nie muszą obawiać się kamer. Jak to zrobić?

„Co do usytuowania kamery, po montażu należy przeprowadzić kontrolny ogląd aby stwierdzić, że monitoring obejmuje wyłączenie przestrzeń publiczną. Jeżeli monitoruje przestrzeń prywatną, należy przestawić kamerę”.

Nic prostszego pod słońcem! Podobnie jak zapewnienie zgodności z przepisami dotyczących ochrony danych osobowych. W opisie projektu czytamy, że „system musi spełniać wszystkie przepisy dotyczące ochrony danych jak RODO itp. Nie będzie z tym problemów”.

Okazuje się jednak, że to również zapewnienie bez pokrycia. Nie powstała jeszcze nawet oceny skutków dla ochrony danych osobowych, która jest wymagana przez RODO. Z odpowiedzi na pytania Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego dowiadujemy się, że na wszystkie wątpliwości powinna odpowiedzieć zamówiona przez miasto „osobna ekspertyza prawna, którą powinna wykonać zewnętrzna firma lub prawnik”.

A co jeśli okaże się, że projektu nie da się pogodzić z obowiązującym prawem? Naszym zdaniem tak właśnie jest.

Projekt-kameleon

Przez 10 lat działania Panoptykonu zgromadziliśmy rozmaite doświadczenia z pomysłami rządzących na zmianę świata. Niektóre pomysły były dobre, inne złe, a chociaż projekty niedorzeczne nie należą niestety do wyjątków, to w pomyśle na „monitoring totalny” w Krakowie po raz pierwszy zetknęliśmy się z prawdziwym kameleonem. Kolejne wcielenia projektu pojawiają się w dokumentach wrzucanych na sieci i wpisach na Facebooku, za którymi trudno nadążyć, nie mówiąc już o poważnej merytorycznej dyskusji. Można by to wszystko potraktować z przymrużeniem oka, gdyby nie fakt, że na tę efemerydę przewidziano w budżecie Krakowa 3 mln zł (konkretnie na zadanie o nazwie „System Pomocy 112 – monitoring wizyjny – program pilotażowy dla dzielnicy III Prądnik Czerwony” – czy po zmianie nazwy i rezygnacji z funkcji 112 to wciąż aktualne?).

Co będzie dalej? Projekt może dalej ewoluować lub – na co liczymy i o co apelujemy do radnych i prezydenta miasta – spektakularnie upaść. Teoretycznie w grę wchodzi jeszcze jeden scenariusz, który podpowiada sam pomysłodawca:

„Zwracam się z uprzejmą prośbą o zorganizowanie dialogu technicznego, który odpowie na te wszystkie pytania. Jeżeli mój pomysł zostanie uznany przez ekspertów za niewykonalny, osobiście zgłoszę poprawkę do budżetu anulującą ten pomysł”.

Trzymamy za słowo i czekamy na realizację obietnicy! A póki się to nie stanie, będziemy dalej aktywnie interesować się tą sprawą. I o to samo prosimy mieszkańców Krakowa! Obserwujcie, dopytujcie, apelujcie o rezygnację z projektu. To Wasze prawo!

Anna Obem, Małgorzata Szumańska

Więcej informacji

Opis systemu: wersja początkowa | wersja rozwinięta

Odpowiedzi na pytania zadane przez Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego

Opinia Fundacji Panoptykon

Komentarze

To taki projekt: "Po co łapać króliczka, jak można go gonić" - ekspertyza tu, opinia tam, weryfikacja prze kogoś innego - ciągłe dopłacanie. Tylko, że kasa wspólna :/

Dodaj komentarz