Kwadratura koła, czyli akredytacje na Euro 2012

Artykuł

Nie każdy może być wolontariuszem na Euro 2012. Nie chodzi tutaj jednak o zwykłą konkurencję czy odpowiednie kwalifikacje, ale o to, że policja, na wniosek UEFA, wydaje opinię, czy kandydat na wolontariusza nie „stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa turnieju”. Negatywna opinia w praktyce oznacza brak niezbędnej do wejścia na stadion akredytacji UEFA. Rami Fares, w którego sprawie interweniowaliśmy u Rzecznik Praw Obywatelskich, chciał poznać treść dotyczącej go opinii. Nic z tego.

Zdaniem policji opinia nie decyduje o uprawnieniach jednostki i nie ma wiążącego charakteru. „Organ UEFA może przyznać akredytację bez względu na treść opinii policji” – czytamy w piśmie, które Rami Fares otrzymał w odpowiedzi na swój wniosek. Jest to zgodne z prawdą, ale tylko na poziomie przepisów – swoboda podejmowania decyzji przez UEFA wynika z ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Na poziomie faktycznym jest zgoła odwrotnie – trudno wyobrazić sobie sytuację, by UEFA wydała akredytację osobie, która zdaniem policji „stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa turnieju finałowego”. Niewiążący charakter opinii jest więc naszym zdaniem fikcją!

Jaka jest więc rola policji w organizacji Euro 2012? W odpowiedzi czytamy, że policja nie jest co prawda organizatorem, „jest natomiast organem odpowiedzialnym za zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego podczas tego Turnieju”. Skoro tak, to dlaczego stadiony znajdują się w wyłącznym władaniu UEFA, a opinie policji o niebezpieczeństwie stwarzanym przez kandydatów na wolontariuszy mają niewiążący charakter?

Chodzi o odpowiedzialność

Wniosek Ramiego Faresa był nieskuteczny. W odpowiedzi dowiedział się jedynie, że „opinia policji nie wymaga uzasadnienia i jest niezaskarżalna, tym samym opinia policji nie wymaga podania powodu”. Z odpowiedzi nie wynika nawet wprost, czy policja wydała jakąkolwiek opinię na temat Ramiego!

Bezpodstawne odebranie możliwości udziału w Euro 2012 jest krzywdzące. Każdy, kto został skrzywdzony, powinien mieć prawo do walki o swoje prawa. Jednak rozmyta konstrukcja odpowiedzialności za przyznawanie akredytacji powoduje, że nie widać nikogo, z kim ta walka mogłaby być podjęta.

 

Wojciech Klicki

Dodaj komentarz