Neutralność sieci. Odpowiadamy na najczęściej zadawane pytania

Artykuł

Źródło: anaken2012 / ShutterstockW reakcji na toczącą się dyskusję o neutralności sieci – wywołaną przez zmiany prawne, nad którymi pracuje obecnie Parlament Europejski – zebraliśmy najważniejsze informacje na ten temat i odpowiadamy na najczęściej zadawane pytania.

Na czym polega neutralność sieci?

Neutralność sieci to zasada, według której każdy rodzaj komunikacji (przesyłania danych) w Internecie powinien być traktowany jednakowo. Przeciwieństwem sieci neutralnej jest sieć, w której dochodzi do różnicowania transmisji, m.in. ze względu na rodzaj przesyłanych danych, sposób ich przesyłania, wysyłających i odbiorców.

Czy każda ingerencja w sposób przesyłania danych w sieci jest zła?

Priorytetyzacja ruchu w sieci nie musi być zła. Słabe, rwące się połączenie z siecią utrudnia korzystanie np. z usług typu VoIP (ang. voice over IP – ‘głos przez IP, czyli komunikacja głosowa przez Internet): dźwięk urywa się i komunikat staje się niezrozumiały. Tego ograniczenia nie mają już czaty tekstowe czy poczta elektroniczna. Użytkownik zwróci uwagę na to, czy łącze jest szybkie, czy wolne, ale nawet nie zauważy, jeśli w trakcie transferu doszło do przerw czy opóźnień – które jednak znacząco wpływają na jakość komunikacji przez VoIP. Rozwiązania techniczne tego problemu już funkcjonują i ich stosowanie leży w interesie dostawców Internetu, a także użytkownika, który jakość połączenia ocenia m.in. po tym, czy może sprawnie korzystać z różnych usług dostępnych w sieci. Dlatego – w uproszczeniu – routery dostawcy „puszczają przodem” pakiety danych, które są związane z usługą głosową czy strumieniowaniem wideo (rozpoznają to po atrybutach przesyłanych pakietów danych).

Problem pojawi się, gdy dostawca będzie mógł zadecydować, że usługa A będzie miała pierwszeństwo przed usługą B, gdy obie służą do tego samego celu, np. do opisywanej już komunikacji głosowej.

Czy zasada neutralności sieci jest obecnie przestrzegana?

Sieć Internet została stworzona jako neutralna, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Coraz większą rolę w zarządzaniu siecią odgrywają prywatne firmy, które swoimi praktykami mogą naruszać tę zasadę. Mogą, bo obecne prawo im tego nie zabrania. Za liczne przykłady ingerencji w neutralność sieci odpowiedzialni są przede wszystkim operatorzy komórkowi, którzy żądają dodatkowych opłat za dostęp do wybranych serwisów (Skype, Facebook) czy spowalniają dostęp do innych (np. YouTube) – por. EDRi, Net Neutrality, s. 18. A może być jeszcze gorzej: jeśli prawo europejskie usankcjonuje takie praktyki, neutralność sieci stanie się wyjątkiem, a nie regułą.

Dlaczego zasada neutralność sieci ma znaczenie i jakie zagrożenia wiążą się z jej nieprzestrzeganiem?

1. Dyskryminacja niektórych dostawców usług i ich użytkowników

Jeśli zasada neutralności sieci nie będzie egzekwowana, zasadą staną się umowy między dostawcami Internetu i dostawcami treści na potraktowanie danej usługi priorytetowo. Takie umowy rodzą konkretne zagrożenia. Przede wszystkim najpewniej za pierwszeństwo trzeba będzie zapłacić. Wyobraźmy sobie, że klienci supermarketów ustawiani są w różnych kolejkach w zależności od tego, czy kupują produkty zwykłej marki, czy marek, które dzielą się z właścicielem supermarketu większym zyskiem. Takie rozróżnienie w konsumpcji oczywiście istnieje, np. klienci lotniczej klas biznes czy zamożni klienci banków są traktowani priorytetowo. O ile jednak samolot czy produkty finansowe nie są produktami pierwszej potrzeby, o tyle dostęp do Internetu w wielu aspektach dotyka sfery podstawowych wolności i praw obywatelskich.

Dostarczanie Internetu to biznes jak każdy inny: jeden usługodawca być może dojrzy wartość w tym, że wszystkich traktuje tak samo, ale większość zapewne postąpi jak na uczestnika wolnego rynku przystało i sprzeda priorytet temu, kto zapłaci najwięcej. To oznaczałoby koniec Internetu, jaki znamy – w którym pomysł może stać się przebojem wyłącznie dzięki innowacyjności. Start-upy z potencjałem, ale bez wielkiego kapitału stracą jakiekolwiek szanse przebicia, bo będą musiały stać w kolejce dla nieuprzywilejowanych. Gdyby takie przeszkody stanęły na drodze rozwoju Facebooka czy Google’a, gdy te usługi dopiero raczkowały w garażu czy akademiku, dziś wciąż korzystalibyśmy z serwisów MySpace i AltaVista (abstrahując od oceny poszczególnych usług).

2. Blokowanie lub spowalnianie konkretnych treści

Ten sam mechanizm, który pozwoliłby na priorytetyzowanie jednych usług, umożliwiałby blokowanie lub spowalnianie innych. Bez trudu można wyobrazić sobie, jak tę możliwość wykorzystują rządy, którym nie na rękę są wolne media, dziennikarstwo obywatelskie i niezależna blogosfera. Można argumentować, że w demokratycznych krajach takiego zagrożenia nie ma, jednak jest to myślenie życzeniowe. Nie ucichło jeszcze echo wypowiedzi brytyjskiego premiera, forsującego blokowanie przez dostawców Internetu treści pornograficznych, które – abstrahując od opinii na ich temat: tak różnych, jak różne są przekonania i poziomy ludzkiej wrażliwości – są w Wielkiej Brytanii legalne. Można sobie wyobrazić wprowadzenie w niedługim czasie ułatwień dla przedsiębiorców, którzy dzięki przestrzeganiu katalogu zasad Davida Camerona będą mogli liczyć na ulgi podatkowe czy rządowe dotacje. Treści niepożądanych z punktu widzenia władzy tłumaczącej się dbałością o dobro obywateli (konserwatywnej, liberalnej, katolickiej, muzułmańskiej, agnostycznej – przymiotniki można mnożyć) są setki. A stąd do cenzury, którą znamy z nie tak odległej historii, droga już bardzo krótka.

3. Podział Internetu na pakiety dla biednych i bogatych

Jeśli zasada neutralności sieci nie będzie egzekwowana, można sobie wyobrazić, że w przyszłości Internet będzie dostępny w pakietach bez żadnych ograniczeń dla bogatych (premium) i w pakiecie podstawowym, w którym jedne usługi będą działać, a inne nie. Jednak Internet to nie telewizja, w której możemy zamówić wybrane kanały, a decydując się na nie, wiemy dokładnie, jakie programy obejrzymy, a jakie nie (ewentualnie możemy to sprawdzić).

Jak zasada neutralności sieci ma się do obowiązującego prawa?

Istnieje ramowa dyrektywa unijna z 2002 r., znowelizowana w 2009 r. przez wprowadzenie kontrowersyjnej regulacji w postaci tzw. pakietu telekomunikacyjnego. Jednym z zastrzeżeń do nowelizacji było właśnie wprowadzenie mechanizmów pozwalających na segregowanie treści. Mimo zastrzeżeń nowelizacja weszła w życie 19 grudnia 2009 r., a państwa członkowskie Unii Europejskiej miały wprowadzić odpowiednie zmiany w prawie do maja 2011 r. Obecne regulacje są zatem niekorzystne dla neutralności sieci.

W 2011 r. Parlament Europejski przyjął jednogłośnie rezolucję w sprawie neutralności sieci, po raz pierwszy tak zdecydowanie opowiadając się za utrzymaniem tej zasady. Rezolucja podkreślała, że brak poszanowania zasady neutralności może w istotny sposób ograniczyć prawo do prywatności czy wolność ekspresji. Najpoważniejszym minusem rezolucji jest jednak brak konkretnych narzędzi prawnych, które umożliwiłyby ochronę neutralności sieci w praktyce.

Potrzebna jest dobra, mocna regulacja przynajmniej na poziomie Unii Europejskiej, która zapewni przestrzeganie zasady neutralności sieci. Tych warunków niestety nie spełnia propozycja Komisji Europejskiej, która jest teraz procedowana w Parlamencie.

Opracowanie: Anna Obem

Polecane lektury:

EDRi: Net Neutrality

Michał „rysiek” Woźniak: HOWTO: effectively argue against Internet censorship ideas

Panoptykon: Perypetie informacji w Internecie. Przewodnik

Panoptykon o neutralności sieci

Dodaj komentarz