RODO w szkole

Artykuł

1 września w szkołach wybuchła RODO-panika. Nagle okazało się, że „nie wolno zawołać ucznia po nazwisku, bo RODO!”. Co takiego się stało? Czyżby po 20 latach obowiązywania tych samych zasad szkoły nagle odkryły ochronę danych osobowych? Raczej nie, ale zamiast dostosować istniejące procedury do nowych przepisów, zgodnie z własną misją i wartościami, dyrektorzy na wszelki wypadek wprowadzają rozwiązania nieraz absurdalne. W tym tekście wyjaśniamy, jak rozwiązać najczęściej pojawiające się konflikty na linii szkoła – dane osobowe.

Szkoła ma prawo przetwarzać te dane, których potrzebuje

Podobno są szkoły, w których nauczyciele nie czytają już listy obecności uczniów. W innych zabroniono podpisywania szafek, czytania ocen i podpisywania klasówek. Dyrektorzy odkryli, że to oznacza przetwarzanie danych osobowych. To prawda, nazwisko jest daną osobową. To oznacza, że należy mu się ochrona, ale nie bezwarunkowa. Szkoły (podobnie jak przedszkola i wszelkie instytucje publiczne) mają prawo takie dane przetwarzać, żeby realizować swoje ustawowe zadania i normalnie funkcjonować. Więcej: na takie użycie danych nie potrzebują zgody rodziców.

Można też legalnie sprawdzać listę obecności. Podobnie jest z organizowaniem konkursów: prawo oświatowe pozwala wyróżniać uczniów za ich osiągnięcia, a więc wyróżnione prace plastyczne mogą wisieć na szkolnych korytarzach z podpisami autorów. Warto się jednak zastanowić, czy podpisywanie prac zawsze stanowi najlepszą opcję: być może twórczość uczniów lepiej rozwijałaby się, gdyby mogli tworzyć pod pseudonimami?

Podobny test można zastosować do ocen odczytywanych na głos: czy powinna to być reguła, czy też wyjątek? Kiedy możliwość porównania wyników jest dla uczniów ważna i pomaga im w nauce, a kiedy wręcz przeciwnie? Jeśli sami nie lubimy być oceniani na forum, może dzieciom też warto dać taki komfort?

RODO nie zawiera sztywnych zakazów i nakazów, natomiast zmusza do myślenia i pytania o cel. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że dane osobowe to nie abstrakcyjny ciąg znaków, tylko informacje – niekiedy bardzo wrażliwe – o konkretnej osobie; standardy, jakie narzuca RODO, nabierają sensu. To wyraz pewnych wartości, których poszanowanie dobrze zrobiłoby polskiej szkole.

Informacja o przetwarzanych danych powinna być przyjazna, nie przymusowa

Docierają do nas sygnały, że rodzice są zasypywani klauzulami informacyjnymi i w dodatku często muszą je podpisywać. RODO tego nie wymaga: informacja o tym, jakie dane są przetwarzane, może być przekazana w dowolny sposób. Szkoły powinny stawiać na skuteczność, a nie urzędowy format. Taka informacja może na przykład wisieć na ścianie albo trafić do rodziców mailem.

O ile forma jest dowolna, o tyle treść już nie. RODO wymaga od administratorów przejrzystego i zrozumiałego języka. Reguluje również zakres przekazywanych informacji. Rodzice mają prawo wiedzieć, jak długo dane ich dzieci są przechowywane, do czego będą wykorzystywane, kto ma do nich dostęp, a kto odpowiada za ich bezpieczeństwo (więcej na temat obowiązku informacyjnego wg RODO).

Zgoda na przetwarzanie danych powinna być wyjątkiem, nie regułą

Na pierwszym zebraniu rodzice otrzymują plik kartek z oświadczeniami. Na pewno znajdzie się tam przynajmniej jedna zgoda na przetwarzanie danych: udział w programie profilaktyki zdrowotnej, wykorzystanie wizerunku dzieci, przekazanie danych ubezpieczycielowi. Zgody są też wymagane od osób, które mają odbierać dzieci z placówek (bo przecież szkoła będzie przetwarzać ich nazwisko i numer telefonu).

Analizując napływające do nas przykłady, widzimy, że często szkoły dmuchają na zimne i zbierają zgody, które wcale nie są im potrzebne, bo mogą skorzystać z innej podstawy prawnej (np. powołać się na przepis prawa lub niezbędność do realizacji zadań publicznych). Co gorsza, zdarza im się też zbieranie zgód, które są po prostu nieważne. Ze zgodą nieważną mamy do czynienia za każdym razem, kiedy podpisujący oświadczenie nie miał realnego wyboru (np. rodzice zostali poinformowani, że „muszą się zgodzić”).

Najprostszy test na to, czy zbieranie zgody jest potrzebne, to pytanie: „Czy bez tych danych szkoła może działać normalnie?”. Jeśli podanie danych rzeczywiście jest dobrowolne i można się bez nich obejść (uczyć, wychowywać, chronić, leczyć, odbierać ze szkoły dzieci etc.), wtedy zgoda ma sens. W każdej innej sytuacji jest podejrzana (więcej na temat niepotrzebnych i wymuszonych zgód wg RODO).

Zgoda na przetwarzanie danych zazwyczaj jest potrzebna, kiedy w grę wchodzi wykorzystanie wizerunku dziecka (choć i tu są wyjątki!). Zasady wykorzystania wizerunku reguluje nie tylko RODO, ale przede wszystkim prawo autorskie. Rodzic, który nie chce, by szkoła promowała się w Internecie zdjęciem jego uśmiechniętego dziecka, może po prostu odmówić wyrażenia zgody na takie działanie. Zgody nie można wymuszać ani uzależniać od niej np. przyjęcia do prywatnego liceum, zgoda może też być w każdej chwili wycofana.

Bardziej skomplikowana sytuacja pojawia się, gdy nauczyciel komunikuje się uczniami za pośrednictwem Facebooka i tylko z tego portalu można się dowiedzieć np. o odwołaniu klasówki. Uczeń, który nie korzysta z portalu społecznościowego, jest wtedy zmuszony, by oddać swoje dane Facebookowi. Ani konkretny nauczyciel, ani szkoła nie może od dzieci i rodziców wymagać korzystania z komercyjnego portalu. Dlatego dobrą praktyką jest komunikowanie się z uczniami za pośrednictwem innych kanałów (np. e-maila).

Dane poza budynkiem szkoły też mogą być bezpieczne

W mediach społecznościowych roi się od anegdot o tym, jak nauczyciele mają teraz zabezpieczać dane osobowe. Pojawiają się absurdalne pomysły, takie jak zakaz przenoszenia dziennika między budynkami szkoły. Internet dobrze się bawi, ale nauczyciele naprawdę zaczynają mieć wątpliwości, czy ich teczka na sprawdziany i dziennik są „zgodne z RODO”.

To prawda, na szkole i pracujących w niej nauczycielach spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa danych. Na szczęście tutaj przepisy RODO są wyjątkowo elastyczne. Nie znajdziemy w nich ani jednego nakazu, do którego bezwzględnie trzeba się stosować. Dane można trzymać w papierze i w wersji elektronicznej, w ruchu i w spoczynku, w teczce i w szafie – tak długo, jak długo są bezpieczne. A konkretnie: dobrze zabezpieczone przed dostępem osób niepowołanych. Dlatego wprowadzenie przez szkołę zasad korzystania z prywatnych komputerów czy wynoszenia prac klasowych ma sens. Ich sprawdzanie w domu można bezpiecznie zorganizować, natomiast w zatłoczonym autobusie – niekoniecznie.

RODO nie wymaga procedur „na papierze”: jeśli już powstają, to po to, żeby działać. A więc jeśli szkoła ustala, że nauczyciel nie może korzystać z prywatnego komputera, powinna mu zapewnić służbowy. Jeśli ma nie pracować z domu, musi mieć dobre warunki do pracy w szkole. Jeśli ma szyfrować e-maile, trzeba go z tego przeszkolić i przekazać, które informacje przesyłane w e-mailach wymagają takiego standardu ochrony (bo przecież nie każda!).

Monitoring tak, ale tylko jeśli szkoła potrafi obronić jego celowość

Mimo że zdaniem Rzecznika Praw Dziecka „nadzór sprawowany za pomocą kamer nie tylko nie sprzyja utożsamianiu się z określonymi wartościami, ale promuje konformizm i oportunizm”, kamery są już zainstalowane w większości polskich szkół. Nie zawsze wiadomo po co. RODO zmusza dyrektorów do odpowiedzenia sobie na to pytanie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami kamery w szkołach mogą być instalowane tylko w celu zapewnienia bezpieczeństwa uczniów i pracowników oraz w celu ochrony mienia. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych podkreśla, że monitoring powinien być instalowany tylko tam, gdzie naprawdę ma sens.

Przed instalacją kamer (a w przypadku już funkcjonujących – możliwie szybko po wejściu w życie RODO) dyrektor powinien skonsultować tę decyzję z radą pedagogiczną, radą rodziców i samorządem uczniowskim. Jest też kilka twardych zakazów, których szkoła musi przestrzegać: monitoring nie może rejestrować dźwięku ani też być wykorzystywany jako narzędzie nadzoru nad pracownikami. Co do zasady kamery nie powinny obejmować sal lekcyjnych, gabinetów psychologicznych, szatni i przebieralni czy stołówki, chyba że stosowanie monitoringu w tych pomieszczeniach jest niezbędne i – jak mówią przepisy – nie naruszy godności ani innych dóbr osobistych uczniów (w szczególności jeśli zostaną zastosowane techniki uniemożliwiające rozpoznanie przebywających w pomieszczeniach osób).

Do kogo można zwrócić się o pomoc?

Po majowym wybuchu panika już nieco wyhamowała. Ale – co widać na analizowanych przez nas przykładach – nie wszystkie wątpliwości zostały wyjaśnione. Gdzie szukać pomocy? Każda szkoła ma obowiązek wyznaczenia inspektora ochrony danych (IOD). Jego dane kontaktowe są przekazywane wraz ze standardową informacją o przetwarzaniu danych. W praktyce to on przygotowuje te wszystkie klauzule, oświadczenia i polityki prywatności oraz odpowiada za bezpieczeństwo danych. Inspektor jest też osobą kontaktową, do której można się zwrócić z prośbą o wyjaśnienia, a nawet skargą na naruszenie praw dziecka, zanim zdecydujemy się na dalsze kroki prawne.

Polecamy także informacje na stronie Urzędu Ochrony Danych Osobowych (m.in. w poradniku na temat ochrony danych w szkołach) i w naszym poradniku dla nauczycieli pt. RODO: w poszukiwaniu szansy edukacyjnej.

Wojciech Klicki, Katarzyna Szymielewicz

Komentarze

A jak wygląda kwestia danych tzw "wrażliwych" w szkole?
Zgodnie z obowiązującym prawem, w myśl Art 53 ust 7 Konstytucji, szkoła nie może obligować rodziców do wypełniania deklaracji odnośnie uczestniczenia/nieuczestniczenia w nauce religii, w związku z czym dobrowolnie deklarują się tylko rodzice chcący dziecko na religię zapisać. W świetle przepisów RODO, dane ujawniające przekonania religijne to dane, na których przetwarzanie niezbędna jest wyraźna zgoda (żadna inna przesłanka z zamkniętego katalogu Art 9 ust 2 nie wydaje się mieć tu zastosowania). Tak więc jeśli rodzic dziecka na religię nie zapisał (nie wypełnił deklaracji) oraz nie wyraził zgody na przetwarzanie danych ujawniających przekonania religijne - czy szkoła może w takiej sytuacji tworzyć "listy osób nie uczęszczających na religię" na potrzeby katechety, który "musi wiedzieć kto nie chodzi na religię"? Czy udostępnianie katechecie listy całej klasy, wraz z nazwiskami uczniów niechodzących na religię, którym to katecheta stawia nieobecny/zwolniony/nie uczęszcza, (albo w dzienniku papierowym przy nazwisku takiego ucznia stawiana jest długa pozioma kreska na całej szerokości strony dziennika) jest zgodne z przepisami RODO?

@Joanna
1 - prowadzący zajęcia MUSI mieć informację, co dzieje się z dzieckiem w czasie zajęć (czy jest w sali, czy gdzieś indziej i pod czyją opieką) - to jest element wypełniania obowiązku szkolnego, dlatego MUSI istnieć lista uczniów uczestniczących w tych konkretnych zajęciach i podlegających obowiązkowi nauczania oraz oceniania; Oddzielną sprawą jest stworzenie procedury opieki nad nieuczestniczącymi (ostatnia ławka i mp3 na uszach; zajęcia z etyki; świetlica...). Bez takiej listy brak jest możliwości pracy.

2 - informacja o przekonaniach religijnych nie jest równoznaczna z deklaracją uczestnictwa/braku uczestnictwa w zajęciach z JEDNEJ konkretnej religii.

Najprostsze rozwiązanie: <polityka> wyprowadzenie religii ze szkół państwowych </polityka>.

@ZIWK
ad 1 - Nie zgadzam się i zgadzam równocześnie ;) Zgadzam się, że powinna być lista uczniów uczestniczących. Nie zgadzam co do obowiązku posiadania informacji przez katechetę na temat dziecka nie zapisanego na zajęcia. Czy nauczyciel etyki ma listę osób na etykę nieuczęszczających? Albo nauczyciel wf podzielonego na grupy - czy skoro ma wf z dziewczętami, to interesuje go co w tym czasie robią chłopcy? Nie, nie ma nawet nazwisk chłopców na liście. Chłopcy mają w tym czasie co innego - być może swoją lekcję, być może okienko, a być może nie zaczęli jeszcze zajęć i przyjdą dopiero na kolejną lekcję.
Zgadzam się, że szkoła chcąc wypełniać ustawowe obowiązki musi zatroszczyć się o ucznia na religię/etykę niezapisanego, ale nie na zasadzie "ten uczeń nie chodzi na religię we wtorek o 8:50", a raczej "ten uczeń o 8:50 powinien być obecny w czytelni/świetlicy/gdziekolwiek szkoła i rodzic ustalą". Nie rozumiem po co katechecie informacja "kto nie chodzi". Jego interesować powinno wyłącznie "kto chodzi" na jego zajęcia. Kto nie chodzi i gdzie powinien w tym czasie być, to kwestia wychowawcy/szkoły + rodzica.

ad 2 - Przekonania religijne to bardzo szerokie pojęcie. Zarówno fakt chodzenia jak i niechodzenia na religię katolicką (czy jakąkolwiek inną) w szkole, pewien wycinek owych przekonań/światopoglądu/wyznania ujawnia - Jasio na religię katolicką chodzi więc jest katolikiem, a Basia nie chodzi więc katoliczką nie jest. Nie wiemy kim jest, ale to kim nie jest też mówi co nieco o jej przekonaniach. I teraz o ile rodzice Jasia zapisując dziecko na religię w szkole zgadzają się na przetwarzanie jego danych dot. wyznania w ramach określonych przez prawo oświatowe, o tyle dane Basi przetwarzane są (wpisywanie Basi w edzienniku zwolniona/nie uczęszcza) wg mnie bez podstaw prawnych. Ale że prawnikiem nie jestem, liczyłam na komentarz kogoś, kto wie lepiej ;)

A co do najprostszego rozwiązania - zgadzam się w całej rozciągłości :)

Dziękuję komentującym za interesującą wymianę zdań - przyznam, że o tym aspekcie przetwarzania danych osobowych w szkole nie pomyśleliśmy. Dotychczasowa dyskusja koncentruje się na tym, czy katecheta powinien mieć dostęp do listy uczniów nie uczęszczających na lekcję religii. Ale (żeby jeszcze skomplikować sytuację!) zwrócę uwagę, że moim zdaniem podobne zastrzeżenia można sformułować pod adresem dostępu do danych przez nauczyciela matematyki - czy on/ona powinni wiedzieć, kto chodzi na religię? Zapewne nie. A to prowadzi do wniosku, że - z perspektywy ochrony danych - najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby pełne odseparowanie lekcji religii od pozostałe toku nauczania.

Przyznam jednak, że nie wiem, czy da się tak zorganizować życie szkolne, żeby - biorąc pod uwagę obecność lekcji religii - zapewnić ochronę informacji na temat tego, czy uczeń uczęszcza/nie uczęszcza na religię (względem tego przykładowego nauczyciela matematyki) i informacji, którzy uczniowie nie uczęszczają na religię (względem katechety). To wydaje się bardzo skomplikowane i uważam, że musiałyby o tym podyskutować osoby zaangażowane w organizacje życia szkolnego.

@Wojciech Klicki
Jeżeli za punkt wyjścia przyjmiemy, że *dane wrażliwe* każdego ucznia zapisanego na religię przetwarzane są przez szkołę za zgodą rodziców, to uzasadniony wydaje się też dostęp do nich przywołanego nauczyciela matematyki w sytuacjach, w których jest to niezbędne dla funkcjonowania szkoły - np wtedy, gdy ów matematyk w ramach doraźnego zastępstwa za katechetę ma pełnić opiekę na religii. Problem pojawia się, gdy przetwarzane są dane dzieci, których rodzice zgody nie wyrazili.

Myślę, że dałoby się życie szkolne zorganizować tak, żeby było lepiej. Nie idealnie, bo tak byłoby dopiero wtedy, gdyby religia wyprowadziła się ze szkoły na dobre, ale lepiej.
Pomogłoby na pewno, gdyby szkoły zrezygnowały z podsuwania rodzicom pod nos deklaracji uczęszczania/ nieuczęszczania na religię z sugestią, że trzeba się w tej kwestii jakoś określić. Nie trzeba. Wychowanie religijne dzieci leży w gestii rodziców i szkoła nie ma prawa w tej kwestii naciskać, w żadną stronę.
Pomogłoby ustawianie religii poza blokiem zajęć obowiązkowych. Zniknąłby wówczas problem "ucznia, którym trzeba się zaopiekować" bo uczeń na religię niechodzący przychodziłby dopiero na zajęcia obowiązkowe, ewentualnie wychodził po ostatnich takich zajęciach, a katecheza kolegów w żaden sposób nie kolidowałaby z jego planem. Niestety, szkoły twierdzą że brak jednoznacznego zapisu w rozporządzeniu regulującym sposób organizacji religii w szkole, upoważnia je do układania katechezy między biologią a historią, zupełnie pomijając fakt, że rzeczone rozporządzenie jasno mówi, iż: "Uczestniczenie lub nieuczestniczenie w przedszkolnej albo szkolnej nauce religii lub etyki nie
może być powodem dyskryminacji przez kogokolwiek w jakiejkolwiek formie." Jeżeli jedyną grupą w szkole mającą okienka w planie są ci, którzy nie uczestniczą w religii, czy to nie jest jawna dyskryminacja?
Pomogłoby tworzenie w e-dzienniku tzw. wirtualnej klasy dla zajęć religii, do której przypisywane są wyłącznie te dzieci z oddziału, których rodzice wyrazili takie życzenie (a nie wszystkie dzieci z klasy domyślnie), a dla szkół z dziennikami papierowymi - gdyby katecheta miał osobny dziennik zajęć z wpisanymi doń wyłącznie chętnymi na religię uczniami (tak jak w sytuacji, gdy religia prowadzona jest dla grup międzyklasowych czy międzyszkolnych).

A co z danymi o stanie zdrowia? Nie ma podstaw prawnych, a przecież rozsądek i bezpieczeństwo wymagają, aby nauczyciel wiedział czy np. dziecko ma padaczkę albo alergię itp (np. na jad owadów). Oczywiście uzasadniony interes administratora - ale to są dane dzieci, więc odpada. Żywotne interesy osoby, której dane dotyczą?

W Kodeksie Prawa Kanonicznego rozdz. II pkt. 773_780 jest mowa o tym, że "...Z racji swej funkcji, proboszcz obowiązany jest troszczyć się o nauczanie katechetyczne dorosłych, młodzieży i dzieci. Dla osiągnięcia tego celu powinien skorzystać ze współpracy duchownych przydzielonych do parafii, członków instytutów życia konsekrowanego oraz stowarzyszeń życia apostolskiego, uwzględniając charakter każdego instytutu, jak również wiernych świeckich, głównie katechetów...".

Wg mnie ta lista osób uczęszczających i nieuczęszczających jest potrzebna katechecie, by wykazać proboszczom jak rodzice deklarujący wiarę w konkretnej parafii, wypełniają obowiązek formowania dzieci w tej wierze (774 § 2). Także szkoła jako administrator może udostępniać te dane osobowe katechecie, to wynika z prawa. Wówczas administratorem tych udostępnionych danych staje się parafia. Jeśli się mylę proszę o poprawkę.

@Ewelina W.
Ewelino, mylisz porządki. Polską szkołę wiążą przepisy prawa świeckiego, nie kościelnego. Zajrzyj do RODO i daj znać na który dokładnie przepis miałaby powołać się szkoła broniąc swojego prawa do udostępniania danych uczniów - bez zgody rodziców - parafiom. I w zasadzie, dlaczego ograniczać się tylko do parafii? Może porozsyłać od razu te dane do Zborów? I Rabinatów? I jednostek organizacyjnych wszelkich uznanych związków wyznaniowych funkcjonujących w okolicy, bo a nuż któryś z uczniów jest tam zapisany, a na religię danego wyznania/religii w szkole nie chodzi?
No i co z danymi tych uczniów, którzy nie należą do żadnego związku wyznaniowego, co z ich prawem do wolności od religii?

@Dorota
Myślę, że gdy szkoła już poweźmie takie informacje, to ich przetwarzanie byłoby zasadne właśnie na podstawie żywotnych interesów dziecka. Choć najbezpieczniejsze wydaje mi się poproszenie rodziców o poinformowanie szkoły, dla dobra i bezpieczeństwa dziecka, o jego ewentualnych potrzebach/uczuleniach/przypadłościach, które uznają za istotne. I wówczas dane przetwarzane są za wyraźną zgodą.

Czy przedszkole może odmówić wydania dziecka z przedszkola babci, ktora została wskazana przez rodziców jako osoba upoważniona do jego odbioru, a nie podpisała zgody na przetwarzanie jej danych osobowych?

Czy jeżeli przychodzę do szkoły z dzieckiem,które zaprowadzam pod same drzwi klasy, pan woźny ma prawo żądać ode mnie podpisu w zeszycie? Czemu to służy? Nigdy się nie podpisałam ,bo nie będę przed obcą osobą tego robić.Przez to pan woźny nakręca się i ciągle ma do mnie uwagi.Mówi,że to wyszło od dyrektora i każdy ma obowiązek przy wejściu i wyjściu się podpisać.Co wtedy z ochroną moich danych?

Moim zdaniem powinien istnieć - jeżeli już jest lekcja religii - osobny dziennik (elektroniczny lub papierowy) zawierający tylko nazwiska uczniów uczestniczących na zajęciach z religii katolickiej, islamu itp. Dla każdej religii osobny (w tym dla etyki, jeżeli z niej są zwolnieni uczniowie uczęszczający na religię.

Do tego takie lekcje powinny być organizowane na początku lub końcu bloku zajęć.

Do tego katecheta / ksiądz (jako przedstawiciel kościelny i niepodlegającu pod UODO ale KIOD) nie powinien mieć dostępu do dziennika z ocenami ucznia - powinien mieć dostęp tylko do dziennika dla nauczania religii.

To wystarczająco (ale nie całkowicie) powinno odseparować życie kościelne od szkolnego. W końcu ksiądz nie powinien wiedzieć kto nie uczęszcza na religię, ale kto uczęszcza.

Dzienniki można trzymać pod kluczem. Katecheci powinni mieć dostęp do dzienników dotyczących religii, nauczyciele etyki do dzienników od etyki, ci od islamu - do dzienników z lekcji islamu. Świeccy - dostęp tylko do dzienników niezwiązanych z nauczaniem etyki, religii katolicjiej, islamu - gdyż sam fakt, że ktoś nie uczestniczy na religię może być podstawą do dyskryminacji i niesprawiedliwego oceniania, jak i przenoszenia informacji do katechetów kto nie chodzi na religię.

Inna sprawa, że szkoła powinna być świecka i na dłuższą metę dzieci na religię zapisywane w kościołach i tam uczone.

A czy szkoła moze przekazywac dane ucznia innej szkole gdy np.ten zamieszany jest w bojkę z uczniem tamtej szkoly. I czy nauczyciel ma prawo przyjsc na laekcje do tego ucznia w celu identyfikacji go? Bo wudaje mi sie ze jezeli sprawa trafila na policje to oni powinni ustalac tożsamość.

Witam.Maja córka przez rok uczęszczała na lekcję religii ,po konflikcie z księdzem zdecydowała że chce zrezygnować z lekcji.Ksiądz poinformował mnie że powiadomi o tym fakcie parafię do której należymy .Na pytanie o ochronę danych osobowych ,dostałam odpowiedź , że szkoła (MEN) podaje dane osobowe ucznia do kurii .Proszę o odpowiedź czy to jest możliwe.

Witam,
A ja mam pytanie odnśsnie zachowania dzieci na lekcjach. W klasie mojej córki jest kilku chłopców, którzy bardzo przeszkadzają. Rodzice uważają, że nauczyciel nie ma prawa głośno przy innych rodzicach podać nazwisk tych uczniów gdyż obowiązuje RODO. Cuz nauczyciel rzeczywiście ma się czego obawiać?Jesteśmy tym zmęczeni i zastanawiam się czy ja mogę sama przy innych rodzicach powiedzieć wprost "twoje dziecko przeszkadza".
Ppzdrawiam

Witam
Chciałam zapytać jak RODO ma się do klasówek, sprawdzianów, które nauczyciel już sprawdził a nie oddaje do domu tylko pokazuje dzieciom i zabiera. Ja jako rodzic chciałabym wiedzieć co dziecko zrobiło źle aby z nim to przećwiczyć i powtórzyć a nie mogę tego zrobić bo nauczyciele nie oddają prac w związku z RODO.
Dziecko w czwartej klasie szkoły podstawowej nie zawsze wie co zrobiło źle.
Pozdrawiam

Dodaj komentarz