„Kontrolerzy” Panoptykonu potrzebni od zaraz

Artykuł

Nie oszukujmy się – większości osób kamery monitoringu po prostu nie obchodzą. Być może i Ciebie, obserwatora działań Panoptykonu, niespecjalnie martwi kolejne „oko”, które pojawiło się w Twojej okolicy. Bo przecież: skoro nie jesteś przestępcą i nie robisz nic złego – niech Cię podglądają i podsłuchują: na osiedlu, w pracy, w kawiarni.

Być może, jak wiele osób wokół, swoją postawę tłumaczysz „potrzebą bezpieczeństwa” – choć nie wiesz nawet, do kogo należą codziennie mijane kamery i w jaki sposób są wykorzystywane. Nie wiesz, czy oprócz obrazu nagrywają również dźwięk. Nie wiesz, kto je obsługuje: policja czy prywatna firma. A gdy rzeczywiście stanie się „coś złego” – nie będziesz wiedzieć, do kogo się zgłosić, by uzyskać dostęp do nagrań. A przecież informacja o właścicielu kamery mogłyby być umieszczona bezpośrednio przy niej. Niestety, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych już kolejny rok nie może poradzić sobie z przygotowaniem projektu regulacji prawnej, która wreszcie wyraźnie zobowiązałaby właścicieli systemów monitoringu do montowania tabliczek z informacjami i nałożyła inne potrzebne ograniczenia.

Efektem opieszałości władzy oraz obojętności obywateli jest bezprecedensowy rozrost systemów monitoringu. Wymówką o „wszechobecnym zapotrzebowaniu na bezpieczeństwo” ucina się dyskusje nad zasadnością instalowania kamer, które pojawiają się w tak absurdalnych przestrzeniach, jak toalety czy basenowe przebieralnie. A są tam, bo komuś zabrakło zdrowego rozsądku – brakiem wyobraźni i wrażliwości można też tłumaczyć montowanie osiedlowych kamer bez sprawdzenia, czy swoim zasięgiem nie obejmują okien. Osobnym problemem są prywatne firmy, które często odpowiadają za obsługę systemów monitoringowych. Nie są one kontrolowane, wymagania, które stawiają swoim pracownikom są niskie. Ryzykujemy więc, że wśród uprawnionych do monitorowania naszych działań, znajdą się osoby nieodpowiedzialne.

Kontrolujemy kontrolujących

Krokiem w dobrym kierunku jest nie tylko zmiana prawa, ale także wzmożona... kontrola obywatelska. Trzeba pytać i sprawdzać tych, którzy roszczą sobie prawo do nadzorowania „w imię bezpieczeństwa”. Wystarczy zwykły mail do władz miasta w trybie dostępu do informacji publicznej, by dowiedzieć się, jak funkcjonuje system monitoringu miejskiego, kto go obsługuje i ile kosztuje jego utrzymanie.

Takie pytania wysłał do Urzędu Miasta w Lesznie Dominik, aktywista współpracujący z Panoptykonem. Z odpowiedzi, które otrzymał, dowiedział się, że:

  • część kamer monitoringu w Lesznie może nagrywać dźwięk;
  • elementami systemu są kamery sterowane przez operatora, mogące podążać za obiektem;
  • żadna z kamer nie posiada funkcji rozpoznawania twarzy ani numerów rejestracyjnych;
  • nagrania z kamer są udostępniane policji, straży miejskiej, prokuraturze oraz sądom;
  • średni czas przechowywania nagrań z wszystkich kamer to ok. 10 dni;
  • roczne koszty ponoszone na utrzymanie systemu, miasto określiło w następujący sposób: 35 250 zł na dzierżawę instalacji teletechnicznej od TP S.A., w której położone są światłowody, ok. 3 000 zł – kosz energii elektrycznej do zasilania kamer, ok 2 215 zł – kosz renowacji kamer. Niestety w przesłanym zestawieniu brakowało kosztów samej obsługi kamer. Czyżby zajmowali się tym wolontariusze?

Urząd Miasta w Lesznie udostępnił te informacje nie z uprzejmości, ale z obowiązku, jaki nakłada na niego ustawa o dostępie do informacji publicznej. Podobnie zachował się Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi, który otrzymał od jednego z mieszkańców zestaw pytań dotyczących kamer miejskich.

Jednak w przestrzeni miejskiej do kontroli wykorzystywane są nie tylko kamery. O problemie gromadzenia danych za pomocą kart transportu publicznego pisaliśmy wielokrotnie. Warto sprawdzić, jak tę kwestię rozwiązano w Twojej okolicy. Mieszkaniec Zielonej Góry wysłał do Miejskiego Zakładu Komunikacji maila, który został potraktowany jak wniosek o dostęp do informacji publicznej. Dzięki temu dowiedział się, jakie dane zbierane są za pośrednictwem zielonogórskiej karty miejskiej.

„Jednym z powszechnych problemów z kartami miejskimi w Polsce jest praktyka rejestrowania przejazdów przez osoby posiadające bilety bez limitów przejazdów. W Zielonej Górze sytuacja wygląda podobnie, wszystkie osoby posiadające bilety okresowe bez limitów oraz osoby posiadające uprawnienia do bezpłatnych przejazdów mają obowiązek rejestrowania przejazdu” – tłumaczy nasz sympatyk z Zielonej Góry. „Na szczęście okazało się, że Miejski Zakład Komunikacji w Zielonej Górze nie zbiera zdjęć osób posiadających e-karty, a taki proceder ma chyba miejsce np. w Gdańsku”.

„System cały czas jest rozbudowywany…”

Po co pytać? Zdaniem Dominika z Leszna to sposób reagowania na rozbudowę monitoringu, który jest „niebezpieczny i nielegalny”. Najbardziej irytuje go brak odpowiednich regulacji: „Rodzi to obawy. Chociażby o to: kto i do czego wykorzystuje nagrania; jak długo są one przechowywane; w jakich przypadkach i w jaki sposób uzyskać do nich dostęp? Jednocześnie jestem świadom, że wobec «oczekiwań społeczeństwa» brak odpowiednich regulacji, nienadążanie prawa za szybko zmieniającą się rzeczywistością nie jest przeszkodą w zamontowaniu systemu monitoringu”. Dominik zwraca też uwagę, że nikt nie rozmawia z mieszkańcami o instalowaniu kolejnych kamer: „Nie przypominam sobie debaty – ani lokalnie w moim mieście, ani w mediach – na temat konieczności zamontowania kamer oraz reguł nimi rządzących”.

Pisząc i zadając pytania, nie tylko mamy szansę zweryfikować, czy szanowane są nasze prawa. W ten sposób możemy dać sygnał samorządowcom, że jesteśmy przeciwni monitoringowej samowoli i oczekujemy, że nasze dane nie będą masowo kolekcjonowane przez urzędników. Nie jest to bez znaczenia – Dominik z Leszna oprócz odpowiedzi otrzymał bowiem od sekretarza miasta taką wiadomość: „System zatem jest cały czas rozbudowywany i modernizowany, bo takie jest oczekiwanie społeczeństwa, natomiast pana głos, jako przeciwnika tego rodzaju ochrony mieszkańców i ich mienia, jest odosobniony”.

Jeżeli jednak przeszkadzają Ci wszechobecne kamery i nieustannie rozwijane systemy zbierania danych o obywatelach, może warto zrobić coś, by pokazać, że takie głosy wcale nie są „odosobnione”?

Karolina Szczepaniak

Polecamy:

Fundacja Panoptykon: Na tropie podglądaczy

Fundacja Panoptykon: Życie wśród kamer. Przewodnik

Komentarze

Z tego co wiem, to weszły niedawno przepisy i nagrywanie dzwieku razem z obrazem jest zakazane. Pod kamerami beda musialy sie pojawic tabliczki z informacja o wlascicielu itp...

Bardzo chcielibyśmy, żeby takie przepisy weszły w życie. Jednak dotychczas to się nie stało...

Dodaj komentarz