Subiektywna relacja z Brukseli: Matuszewska o wpływaniu na proces stanowienia prawa w UE

Artykuł

Czy raz stworzonego prawa unijnego nie można zmienić/wycofać?

Czy „Dyrektywa” to świętość nie do ruszenia?

Podczas naszej ostatniej wizyty w Brukseli przekonaliśmy się, iż niekoniecznie. Tym bardziej, gdy stworzony przez unijne instytucje akt prawny jest tak niedoskonały, że widzą to i przyznają na spotkaniach z nami sami jego autorzy.

Mowa jest o Dyrektywie, dot. zatrzymywania i przetwarzania naszych danych osobowych - czyli w euroslangu tak zwanej Retencji Danych. Tekst jak błyskawica przeszedł przez Komisję, Radę i Parlament Europejski. Na fali strachu po atakach terrorystycznych w Madrycie i Londynie politycy chcieli na gwałt wykazać, że potrafią nas ochronić.

Minęło pięć lat. Nadzorowanie naszych telefonów i majli ma się coraz lepiej - służby mają je pod ręką wiedząc, że operatorzy zbierają wszystko, czego wymaga prawo, na wszelki wypadek. Tak, by w sytuacji, gdyby osoba do tej pory niewinna jednak przestępstwo popełniła, można było wstecz dane o niej zebrać…

Niby wszystko OK, a jednak jedziemy do Brukseli, wyrazić sprzeciw wobec Dyrektywy spod znaki Big Brothera. Przekonani, że nie znajdziemy zrozumienia, że będą nam wyjaśniać szczegółowo, ilu aktom terrorystycznym dzięki temu udało się zapobiec, że to sprawa narodowego/unijnego bezpieczeństwa, że prywatność trzeba po poświecić dla wyższych celów. A że przy okazji prawo jest nadużywane i dane, do których mogą mieć dostęp tylko policja i służby, wyciekają przy okazji spraw rozwodowych czy fiskalnych - to trudno, bo przecież gdzie drwa rąbią...

Gotowi na odpieranie tego typu argumentów idziemy na umówione spotkania w Komisji
Europejskiej i od wysokich urzędników, pracujących w Gabinetach unijnych Komisarzy słyszymy opinie rodem z ust przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego:

  • Każde przetrzymywanie danych osób nie podejrzanych o przestępstwo jest nieproporcjonalne";
  • Ta dyrektywa sprawia, że wszyscy jesteśmy podejrzani;
  • Żaden kraj nie wdrożył Dyrektywy Retencyjnej zgodnie z duchem Komisji.

Spędziliśmy w Brukseli cztery dni. Mieliśmy trzy spotkania w Komisji Europejskiej, szereg spotkań w Parlamencie, porozmawialiśmy także z pracownikiem Przedstawicielstwa Polski przy UE. I wiemy jedno - nikt nie chce tej dyrektywy w obecnym kształcie! Większość jest w jakimś zakresie krytyczna. A niektórzy są nawet zdecydowanie przeciw tak długiemu okresowi retencji (6-24 miesięcy), zbyt dużym możliwościom interpretacyjnym (np. pojęcie „serious crime”), niezdefiniowanemu zakresowi danych, podpadających pod dyrektywę, brak wymogu kontroli sądowej  - moglibyśmy jeszcze długo wymieniać.

A więc jeśli sami unijni biurokraci tak krytykują swoje dzieło - czy my, strona społeczna, nie powinniśmy powalczyć nie o jego reformę, tylko likwidację - czyli o całkowite wycofanie Dyrektywy Retencyjnej?

Dodaj komentarz