A Amerykanie szpiegują dalej

Artykuł

Właściwie nie ma tygodnia, by media nie donosiły o nowych informacjach związanych z amerykańską Agencją Bezpieczeństwa Narodowego. Tym razem okazało się, że Stany Zjednoczone szpiegowały wielkie międzynarodowe korporacje oraz miały dostęp do bazy danych bankowych SWIFT.  Spotkało się to z ostrą reakcją niektórych eurodeputowanych. Żądają oni natychmiastowego zawieszenia europejsko-amerykańskiej umowy o przekazywaniu danych klientów instytucji finansowych.

Brazylijska telewizja Globo wyemitowała na początku tygodnia materiał, z którego wynika, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Agency, NSA) szpiegowała globalne koncerny. Jest to kolejny wyciek materiałów zgromadzonych przez Edwarda Snowdena. Globo poinformowało, że NSA gromadziła informacje dotyczące na przykład brazylijskiego koncernu naftowego Petrobras (jest to jedna z największych firm na świecie). Doniesienia te zbiegły się z rewelacjami o szpiegowaniu prywatnych rozmów i e-maili prezydent Brazylii – Dilmy Rousseff.

Materiały opublikowane przez Brazylijczyków dotyczą również inwigilowania pracowników Google czy francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Jednak największe polityczne konsekwencje może mieć hakowanie przez NSA bazy SWIFT. SWIFT, czyli Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication, jest stowarzyszeniem instytucji finansowych utrzymującym sieć telekomunikacyjną służącą do wymiany informacji. Organizacja pośredniczy w transakcjach między bankami, domami maklerskimi, giełdami oraz innymi instytucjami finansowymi. Dziennie w ramach SWIFT realizowanych jest kilka milionów operacji. W większości z nich uczestniczą kraje europejskie. Stowarzyszenie odpowiada za 80% przelewów elektronicznych w 208 krajach.

Od 2010 r. na mocy specjalnego porozumienia między Unią Europejską a USA, europejskie banki za pomocą sieci SWIFT udostępniają Amerykanom hurtowe ilości danych swoich klientów. Jest to konsekwencja polityki bezpieczeństwa prowadzonej przez Stany Zjednoczone po atakach z 11 września 2001 r. i „walki z terroryzmem”. Porozumienie to było od początku krytykowane. Przede wszystkim stanowi ono niebezpieczny wyłom w europejskich standardach ochrony danych osobowych.

Już samo hurtowe przekazywanie informacji do USA jest pogwałceniem zasad niezbędności i proporcjonalności. A teraz europejska opinia publiczna dowiaduje się, że Amerykanie prawdopodobnie łamali postanowienia tej i tak kontrowersyjnej umowy. Może się więc okazać, że poza oficjalnymi ramami prawnymi istnieje drugi obieg danych, do których służby ze Stanów Zjednoczonych mają zupełnie nieograniczony dostęp. Tymczasem umowa z 2010 r., została podpisana tylko pod warunkiem ścisłego przestrzegania przez Amerykanów zasad ochrony prywatności.

Czy w tej sytuacji ma jeszcze sens utrzymywanie i tak nieprzestrzeganego porozumienia? Nie – przynajmniej zdaniem eurodeputowanych z frakcji Liberałów oraz Zielonych. Guy Verhofstadt, Sophie in t’Veld oraz Jan Philipp Albrecht wezwali Komisję Europejską do natychmiastowego wstrzymała wymiany danych w ramach SWIFT. „Jeżeli doniesienie te okażą się prawdą, nie wyobrażam sobie, by współpraca z Amerykanami była kontynuowana” – podkreśliła in t’Veld.

Równocześnie pod znakiem zapytania stanęły dwa inne schematy wymiany danych z USA – porozumienie PNR oraz program Safe Harbour. To pierwsze dotyczy przekazywania informacji o pasażerach linii lotniczych. Drugie zaś umożliwia transfer danych osobowych do firm amerykańskich. Obydwa schematy są niezwykle kontrowersyjne, gdyż prowadzą do licznych odstępstwo od europejskich gwarancji ochrony prywatności. W przypadku PNR mamy m.in do czynienia z profilowaniem obywateli na masową skalę. Z tych powodów organizacje społeczne oraz europejskie organy ochrony danych krytykują zarówno program Safe Harbour jak i umowę o przekazywaniu danych pasażerów lotniczych.

Jędrzej Niklas

Źródła:

The Guardian: NSA accused of spying on Brazilian oil company Petrobras

Euroobserver: MEPs call for suspension of EU-US finance tracking deal

Fundacja Panoptykon: PRISM, SWIFT, Safe Harbour, czyli jak Amerykanie próbują zrozumieć świat [PDF]

Komentarze

Może trochę przesadzam, ale jak USA dzieki PRISM ma taki szeroki dostęp do danych nie tylko o obywatelach, ale i światowych korporacjach/firmach. To czy podpisując umowe o handlu transatlantyckim nie będziemy na przegranej pozycji jeśli chodzi o szeroko rozumianą gospodarkę. Jesli USA zprofilowało nas i nasze firmy dokładnie to czy przez to nie będą mieć przewagi w dostarczaniu na rynki europejskie różnej maści produktów i usług w stosunku do firm rodzimych?

W dzisiejszej gospodarce informacja ma taką samą wartość jak nie większą od ropy czy gazu.

IMO na straconej pozycji stoimy od lat. Przecież PRISM służy(ł) do penetracji zbiorów nie udostępnianych na mocy porozumień (np. PNR, SWIFT, Safe Harbour, itp.), a do "nielimitowanego" dostępu agend rządowych do wszelkich użytkowanych (np. w Polsce) elektronicznych systemów informacyjnych. Można domyślać się, że bez wiedzy ich (prawnych) administratorów.Czy jest się czego bać?IMO tak.Nie jestem w tych obawach odosobniony.Nie sprowadzajmy tego wyłącznie do: ekonomii, ubezpieczeń czy "niedyskrecji". Wystarczy (nawet pobieżnie) przeanalizować dynamikę rozwoju w Polsce: centralnych, "branżowych", lokalnych czy też komercyjnych systemów "ewidencyjnych". W nich jest wszystko!A co z kwestią bezpieczeństwa danych w nich zawartych? Podatność ich na penetrację jest funkcją: nie tylko przyjętej polityki bezpieczeństwa, doświadczenia i możliwości administratorów, ale i środków (w tym organizacyjnych oraz finansowych) jakimi dysponują. Dziś wielu "tnie po kosztach"...W kontekście opisywanych możliwości systemów penetrujących można wysnuć wniosek, że ta podatność może być duża.;) Wtedy dane przekazywane w ramach np. PNR czy SWIFT mogą stanowić jedynie swoisty "skorowidz porządkujący". To nie żart.Pozdrawiam - J.---------------Przykładowo: Rzecznik Praw Obywatelskich we wniosku z 19.07.2013 do Trybunału Konstytucyjnego (RPO-667915-I/12/KMŁ) wnosi o stwierdzenie niezgodności art. 20 ust. 1 w związku z art. 19 ust. 1 ustawy z dnia 28 kwietnia 2011 r. o systemie informacji w ochronie zdrowia (Dz. U. Nr 113, poz. 657 ze zm.) z art. 47 oraz art. 51 ust. 1, 2 i 5 w zw. z art. 31 ust. 3 oraz z art. 92 ust. 1 Konstytucji podnosząc zbytnią swobodę Ministra Zdrowia w kreowaniu nowych zbiorów. W  uzasadnieniu RPO wielokrotnie nawiązuje do zagadnień związanych z ochroną i bezpieczeństwem danych, stwierdzając m.in.: "...W związku z postępującą, ale nieusystematyzowaną, informatyzacją rejestrów danych funkcjonujących w służbie zdrowia Minister Zdrowia opracował koncepcję infrastruktury informacyjnej w ochronie zdrowia oraz strategii jej realizacji w drodze ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia...O ile nie ulega wątpliwości konieczność przetwarzania tego rodzaju danych w celu realizowania świadczeń medycznych oraz prowadzenia polityki zdrowotnej państwa, w ocenie Rzecznika przetwarzanie to jest dopuszczalne jedynie w sytuacji zapewnienia przez ustawodawcę odpowiednich mechanizmów ochrony tych danych. W ramach wprowadzania rozwiązań cyfrowych w administracji stworzone zostało wiele rejestrów przechowujących na poziomie centralnym dane wrażliwe (min. system informacji oświatowej, system informacji w ochronie zdrowia, rejestry dawców organów), charakteryzujących się nieporównywalnie większą mobilnością i operacyjnością niż klasyczne repozytoria i rejestry... Należy pamiętać, że agregowanie przez władzę publiczną dużej ilości danych dotyczących jednostki, umożliwiających jej profilowanie, bardzo łatwo może doprowadzić do zaburzenia relacji między państwem a obywatelem poprzez ograniczenie sfery prywatnej jednostki niezbędnej dla jej optymalnego rozwoju i życia zgodnie z podejmowanymi autonomicznie decyzjami. ..." (podkreślenie moje)

"[ciach] przetwarzanie to jest dopuszczalne jedynie w sytuacji zapewnienia przez ustawodawcę odpowiednich mechanizmów ochrony tych danych.[/ciach]"

To może niech wszystkie trzy literowe agencje nam udowodnią, że dane o nas są bezpieczne: nikt ich nie wykradnie z wewnątrz i z zewnątrz. Może nasłać jakis audyt na nich?

Dlaczegóż mieliby zrezygnować z globalnego szpiegowania, skoro w wielu krajach, w tym w Polsce, dla zawieszenia reguł państwa prawnego i ochrony prywatności obywateli wystarczy poczynienie paru politykom nadziei na zatrudnienie, wykłady lub inne formy maskowanej korupcji. To znikome koszty w stosunku do zysków. Polski Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców z polecenia Ministra Spraw Zagranicznych, który "od 2002 r. do 2005 r. był członkiem rzeczywistym (resident fellow) Amerykańskiego Instytutu Przedsiębiorczości w Waszyngtonie oraz dyrektorem wykonawczym Nowej Inicjatywy Atlantyckiej" (http://www.msz.gov.pl/pl/ministerstwo/minister_sz/), pozostaje bezczynny w sprawie złożonego dnia 2 lipca 2013 r. wniosku azylowego obywatela Stanów Zjednoczonych, szukającego ochrony przed odwetem za ujawnienie masowej bezprawnej inwigilacji obywateli własnych i cudzych przez tamtejszą rządową agencję bezpieczeństwa (NSA). Do dnia dzisiejszego, dnia 12 września 2013 r., "Szef" nie udzielił odpowiedzi ani na wniosek z dnia 3 lipca 2013 r. o niezwłoczne udzielenie informacji publicznej poprzez powiadomienie pocztą elektroniczną lub telefaksem o wszczęciu postępowania azylowego i o każdej sygnaturze lub o każdym oznaczeniu akt tego postępowania, ani na wniosek z dnia 31 lipca 2013 r. o przedstawienie jako informacji publicznej kompletnej listy czynności urzędowych podjętych w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców na wniosek z dnia 2 lipca 2013 r. Natomiast dnia 23 lipca 2013 r. Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców postanowieniem "L.dz. DPU-420-5387/13/JKos" odmówił wszczęcia na podstawie obywatelskiego wniosku postępowania w sprawie udzielenia azylu obywatelowi Stanów Zjednoczonych, po czym dnia 22 sierpnia 2013 r. postanowieniem "DPU-420-5387/13/KK" utrzymał swą odmowę w mocy. Postępowanie zakończone postanowieniem "DPU-420-5387/13/KK" nie było postępowaniem z wniosku o azyl, złożonego w ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie dnia 2 lipca 2013 r., lecz postępowaniem z późniejszego, związanego z oświadczeniem Ministra Spraw Zagranicznych o odmowie azylu, wniosku o uznanie uprawnienia obywatela Rzeczypospolitej Polskiej do udziału w postępowaniu azylowym na prawach strony, uzasadnionego wskazaniem, że przepis art. 56 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej przyznaje obywatelowi uprawnienie do udziału w azylowym postępowaniu administracyjnym na prawach strony, ponieważ --- inaczej niż inne przepisy konstytucyjne --- nie posługuje się wyrażeniem "prawo do" oraz nie czyni gwarantowanego nim prawa wyłącznym prawem głównych beneficjentów tego prawa (azylantów), lecz jedynie pozwala im z tego prawa "korzystać", i w ten sposób "prawo azylu" ustanawia nie tylko jako cudzoziemca (azylanta) "prawo do azylu", ale również jako obywatela "prawo do żądania udzielenia azylu cudzoziemcowi" celem ochrony demokratycznych wartości określonych w Konstytucji (art. 5, 31, 47, 51). Urzędowe zaniechanie poparcia ochrony tych wartości, w obronie których wystąpił obywatel Stanów Zjednoczonych, oczywiście narusza ważny interes Rzeczypospolitej, i pozostaje bezkarne (http://maszprawo.org.pl/2013/09/pokretna-odpowiedz-kprm-na-skarge-ws-sno...).

Na tym portalu była już poruszana sprawa azylu dla Snowdena: list polskich opozycjonistów i komentarz Fundacji Helsinskiej.

Osobiście uważam, że postąpił źle. Pan minister często zachowuje się jak celebryta albo osoba chora na jakis rodzaj nadpobudliwości. Czy robi to z premedytacją czy z czyjejś inspiracji. Nie wiem, może taki już jego urok. Ja będę o nim pamiętał w nastepnych wyborach.

Przepraszam za post polityczny (personalny). Ale "czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi".

"Czy polscy europosłowie poprą tę nominację [nagroda Sacharowa dla Snowdena]?"

Co zrobią? Nagroda Sacharowa to wyraźny sygnał ("pstryczek w nos") i dla Obamy i dla Putina (nagroda dotyczy praw człowieka, dodatkowo Sacharow był krytykiem polityki ZSRR, fajnie będzie usłyszeć o ewentualnym przyznaniu tej nagrody dla Snowdena i w mediach USA i Rosji). Jak Snowden dostanie nagrodę to też będzie taki "pstryczek w nos" dla ministra Sikorskiego.

Ciekawe co zrobią?

"Czy polscy europosłowie poprą tę nominację [nagroda Sacharowa dla Snowdena]?" /...ciach.../ "Propozycja wyszła od: "Zjednoczonej Lewicy Europejskiej-Nordyckiej Zielonej Lewicy", więc... chyba Obama bardziej się zmartwi. A może nie.A "nasi" pewnie będą działać "w zgodzie z własnym sumieniem" czyli problem rozbełczą w medialnym szumie. A potem będą szukać "nie cierpiących zwłoki obowiązków reprezentanta narodu" /małe "n" celowe, oddaje sposób traktowania przez nich suwerena/, które pozwolą im "wyślizgać się z tematu".Warto zwrócić uwagę na opóźnienie z jakim informacja pojawiła się w naszych mediach "głównego nurtu" (prawie 3 dni).Martwi mnie,że mimo istnienia w kraju tylu "sprawiedliwych" instytucji i urzędów to działalność takich organizacji (jak FP) wymusza na tych, którzy Mu służą inicjatywy proobywatelskie.Pozostali "ustawicznie badają sprawę". No chyba, że mają "wakacje". Wtedy nie.Tym na zachód od Odry poszło szybciej. Urzędnikom też.A nasza "reprezentacja" (nie ta od piłki kopanej) będzie się bujać do najbliższych wyborów, kiedy to wszyscy zapewnią nas, że sprawy obywatelskie "leżą im na sercu". Chyba... kamieniem. Pozdrawiam - J.

Aktualnie dwie "zielone" frakcje postulują przyznanie nagrody dla Snowdena:

Zjednoczona Lewica Europejska - Nordycka Zielona Lewica (34 "szable", zieloni socjalistyczni)

Zieloni - Wolny Sojusz Europejski (55 "szabel", centrolewica, współpracują z nią polscy Zieloni 2004) - ta frakcja jest wymieniona w dziale "W skrócie".

Czyli na razie poparcie jest niewielkie: 89/754.

Dodaj komentarz