Czym żyliśmy w 2014 roku? Panoptykon od środka

Artykuł

„Kiedy to było? Pewnie strasznie dawno temu, skoro od tamtego czasu wydarzyło się tak dużo”. Nieraz łapaliśmy się na takim niedowierzaniu. Bo 2014 rok był dla Panoptykonu bardzo długi. Zapewne dlatego, że kilka rzeczy zrobiliśmy po raz pierwszy, wszystkiego było więcej niż zwykle: emocji, pracy, nieprzewidzianych komplikacji, ale też radości, że jednak się udało. Przyjemnie jest spojrzeć wstecz, kiedy już opadł kurz, a zostało poczucie dobrze wykonanej pracy. Oto projekty, którymi w 2014 żyliśmy „najmocniej”:

 

 

 

Panoptykon produkuje film

 Podobno nikt już nie rozumie słowa pisanego, trzeba więc mówić obrazem. Najlepiej, żeby był ruchomy i ruszał się szybko, bo Internet nie znosi dłużyzny. Co robić? Postanowiliśmy pokazać, na czym polega życie pod nadzorem – tym razem za pomocą animacji. Nikt się nie łudził, że będzie łatwo, ale ten projekt przeszedł wszelkie oczekiwania. Trzeba było rozszerzyć ekipę rysowników, wydłużyć pracę o trzy miesiące i przejść niejeden kryzys. Ale było warto: powstały cztery animacje, dopracowane w każdym detalu, a my przekonaliśmy się, że obraz naprawdę może zastąpić 1000 słów.

 

 

Panoptykon wreszcie się chwali

Mamy radary nastawione na wyłapywanie problemów, mówimy o trudnych i niewesołych rzeczach, rzadko znajdujemy czas na celebrowanie sukcesów. Taka praca. Ale przecież nie codziennie organizacja kończy pięć lat! Zgodnie postanowiliśmy, że z tej okazji spróbujemy spojrzeć wstecz i podsumować, co się udało. Tak powstał pierwszy w historii Panoptykonu raport, w którym nie narzekamy, ale chwalimy się sukcesami. Ta zmiana perspektywy była większym wyzwaniem niż opisanie pięciu lat na 30 stronach (z obrazkami!). Ale jej owoce zbieramy do dzisiaj: w chwilach zmęczenia wystarczy otworzyć raport na losowo wybranej stronie i już Panoptykon się uśmiecha.

 

Panoptykon wychodzi na miasto

Lubimy Internet, ale jeszcze bardziej lubimy kontakt z żywym człowiekiem. W 2014 roku poszliśmy na całość: nie było tygodnia, żeby ktoś z panoptykonowej ekipy nie występował, nie szkolił, nie organizował czegoś „na mieście”. Najwięcej satysfakcji – i najwięcej zamieszania – w życie Panoptykonu wniosły trzy duże imprezy: urodzinowe warsztaty edukacyjne w kolektywie ADA, Festiwal Przemiany Centrum Nauki Kopernik – w 2014 roku organizowany pod hasłem „Prywatność-redefinicja” – którego byliśmy partnerem merytorycznym oraz Planete+ DOC FILM FESTIVAL, w ramach którego zorganizowaliśmy debatę, w której  uczestniczyła syryjska aktywistka Ala’a Basatneh („Protest i mobilizacja w Internecie”).

 

Panoptykon po raz pierwszy zbiera pieniądze. I robi grę

 Produkcja gry karcianej „Trzęsienie danych” i akcja jej społecznościowego sfinansowania były skokiem na głęboką wodę – w zasadzie wszystkiego uczyliśmy się od zera. I przypomnieliśmy sobie, jak dużo daje wyjście poza strefę własnego komfortu. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, nawiązaliśmy nowe kontakty i odświeżyliśmy podejście do mówienia o bezpieczeństwie danych. Każdy test gry uruchamiał pomysły na kolejne karty, gry, a nawet całe kampanie edukacyjne. Na koniec przekonaliśmy się, że możemy liczyć na hojne wsparcie naszej społeczności. Czy może być lepszy rezultat? Miał jednak swoją cenę: musieliśmy skorzystać z portalu crowdfundingowego, a tym samym pójść na kompromis w sprawie regulaminu i polityki prywatności. Mimo że wybraliśmy najlepsze warunki, zdecydowanie wolelibyśmy działać na platformie, którą sami kontrolujemy.

Panoptykon wchodzi w edukację na całego

 Nowe lekcje dla szkół na wszystkich poziomach, regularnie publikowane teksty edukacyjne i infografiki, nowa odsłona serwisu edukacyjnego Cyfrowa Wyprawka – w 2014 roku Panoptykon mocno stanął na drugiej, edukacyjnej nodze. I dopiero się rozkręca: już się przygotowujemy do uruchomienia Akademii Cyfrowej Wyprawki – cyklu szkoleń dla osób zawodowo związanych z edukacją, dzięki któremu nasze materiały i metodologia nauczania „pójdą w Polskę”.

 

 

 

Panoptykon walczy w sądzie

W 2014 roku wyczerpała się nasza cierpliwość wobec milczenia władzy: zaczęliśmy walczyć o informację publiczną na drodze sądowej. Tu przecież nie chodzi o naszą ciekawość, ale o jeden z fundamentów demokracji. Musimy to sobie często powtarzać, bo nie jest lekko. Mimo że większość spraw wygrywamy już w pierwszej instancji – władza nie odpuszcza. Kolejne odwołania i kruczki prawne powodują, że gra o dostęp do informacji publicznej w zasadzie się nie kończy. W przypływie frustracji postanowiliśmy to pokazać czarno na białym: tak powstał „Czarny scenariusz”.

 

 
Panoptykon zagląda głębiej

Mimo że od początku walczymy nie tylko ze złym prawem, ale też z praktykami nadzoru, nigdy wcześniej nie pracowaliśmy tak dużo z „materiałem dowodowym”. Dzięki przemyślanemu korzystaniu z informacji publicznej, udało nam się wydobyć na światło dzienne i nagłośnić kilka spraw, które naprawdę poruszyły opinię publiczną. Ujawnienie kamer w pociągach, które mogą nagrywać dźwięk, odbiło się szerokim echem – i w PKP, i w Internecie. Społeczna reakcja na kolejną złą praktykę – profilowanie osób bezrobotnych według dyskryminującego algorytmu – przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Lawina maili i tysiące odsłon na stronie Panoptykonu utwierdziły nas w przekonaniu, że ludzie wcale nie chcą nadzoru. I tego się trzymamy.

 

  
Panoptykon sam jest kontrolowany

W wakacje nasz zespół powiększył się o kolejną osobę, przewidując, że zwiększająca się pula publicznych środków, z których korzystamy, doda nam trochę wyzwań na froncie księgowo-administracyjnym. I nie pomyliliśmy się. W 2014 roku przeszliśmy kontrolę ministerialną, odpowiedzieliśmy na kilka próśb o szczegółowe wyjaśnienia i wniosek o dostęp do informacji publicznej. Te doświadczenia tak bardzo nas wzbogaciły, że na 2015 rok – mimo braku takiego obowiązku – zaplanowaliśmy audyt finansowy i prawny.

 

 

 

Panoptykon buduje własną infrastrukturę

Rozwiązania, które rekomendujemy innym, zwykle najpierw testujemy na własnej skórze. W 2014 roku wyszliśmy jednak daleko poza testowanie szyfrowanych maili i nowych wtyczek w przeglądarkach. Panoptykon wreszcie stanął na własnej, niezależnej i bezpiecznej infrastrukturze komunikacyjnej – od serwera, po klienta poczty elektronicznej i system zarządzania projektami. Tu także spodziewaliśmy się, że nie będzie łatwo ani tanio. To doświadczenie jednak tylko nas upewniło, że poufność korespondencji jest warta swojej ceny.

Katarzyna Szymielewicz, współpraca: zespół Fundacji Panoptykon

Dodaj komentarz